Forum Chorych na stwardnienie rozsiane

Pełna wersja: Sytuacja rodzinna a SM
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Witam, chcialabym dowiedziec sie po krotce jak wyglada Wasza sytuacja rodzinna? jesli macie dorosle dzieci, czy mieszkacie z nimi aby Wam pomagaly, czy radzicie sobie w inny sposob? jestem ciekawa bo sama stoje przed podobnym dylematem jak bedzie wygladac przyszlosc calej mojej rodziny, szukam rozwiazan dobrych dla wszystkich ale powoli koncza mi sie pomysly i trace sily. moze ktos z Was natchnie mnie i rzuci nowe swiatlo jak mozna ulozyc zycie choremu i "wspolchorym" aby w miare normalnie funkcjonowac. z gory dziekiUśmiech
(07-11-2018, 01:08)duska napisał(a): [ -> ]Witam, chcialabym dowiedziec sie po krotce jak wyglada Wasza sytuacja rodzinna? jesli macie dorosle dzieci, czy mieszkacie z nimi aby Wam pomagaly, czy radzicie sobie w inny sposob? jestem ciekawa bo sama stoje przed podobnym dylematem jak bedzie wygladac przyszlosc calej mojej rodziny, szukam rozwiazan dobrych dla wszystkich ale powoli koncza mi sie pomysly i trace sily. moze ktos z Was natchnie mnie i rzuci nowe swiatlo jak mozna ulozyc zycie choremu i "wspolchorym" aby w miare normalnie funkcjonowac. z gory dziekiUśmiech

Mieszkam z mężem i 6 letnim synem( dobrze funkcjonujący autystyk). Lekko rok od diagnozy. 6 mcy na Betaferonie a później Tecfidera. Deprecha przez okres Beta. Zero sił. Czarnne myśli i strach. Zmiana leczenia i nagle mam więcej siły i cieszę się życiem. Czasem są gorsze dni. Nie myślę jak będzie wyglądać mone życie za x lat. Ostatnoo sporo osób mi znanych, bliższych czy dalszych dostaję doagnozę Rak! Jedynie co w tym pocieszającego, że szybko dostały doagnozę. Jedna już ma za sobą to piekło o nosi dzidzię w brzuszku. SM to nie wyrok. Duska pisałaś coś o sobie w Przedstaw Się? Nie pamiętam twojej historii. Pozdrawiam
Ja mieszkam z moimi rodzicami w jednym domu. Oni na dole, my na górze. Ja i mąż plus 2 dzieci. Staram się żyć tu i teraz bo nigdy nie wiadomo co będzie jutro. Zawsze może mnie auto przejechać Uśmiech
Ja mieszkam w bloku na 3 piętrze z 2 dzieci i niepełnosprawnym mężem i z mojej strony przyznam, że nawet drobna pomoc naszych małych dzieci jest pomocna. Co prawda gdyby choroba tyczyla się tylko mnie to nie ma problemu ale jesteśmy w innej sytuacji. Wystarczy, że dziecko przytrzyma fotel mężowi aby mógł się prześlizgnąć na niego. Ale to jak już mówiłam nasza strona gdzie jesteśmy oboje chorzy. Aczkokwiek przyznaję, że chcemy póki co liczyć jak najwięcej na siebie i zależy od Was czy konieczne jest aby ktoś ciągle był np w domu czy wystarczy jak ktoś dojdzie z pomocą. Uważam, że owszem pomoc się przydaje ale u nas pokazać sobie, że całkiem sporo możemy zrobić sami jest budujące Oczko
Ja mieszkam z 18-letnim synem, dużo pomaga, za 1,5 roku pójdzie na studia i zostanę sama, ale nie potrzebuję aż takiej pomocy żeby musiał ktoś być stale przy mnie. Ot syn wyjedzie na studia będę mieć więcej ruchu po prostu i tyle. Duska a dlaczego pytasz? napisz coś o sobie.
A ja mieszkam z mężem i dwójką dzieci - 5 lat i 10 lat. Cała reszta rodziny 250 km od nas.
hej, ja mieszkam sama z kotem na parterze, póki co nie potrzebuję pomocy innych osób w funkcjonowaniu, a jeśli będzie taka potrzeba to liczę na wsparcie bliskiej rodziny ale na pewno nikogo nie będę o to prosić.
Znów - musisz podać więcej informacji o sobie, chętnie doradzimy różnego rodzaju "ułatwienia", ale nie wiemy dokładnie o jakie problemy chodzi.

Napisz co konkretnie ci dokucza (problemy ze schodami, zmęczenie, problemy z rękami, wzrokiem itd. itp), to będziemy w stanie doradzić.
Hejka,ja mieszkam póki co z rodzicami i bratem ciasno fakt,ale już mieszkanko się buduje i od kwietnia 2019 magiczne 57m2 będzie dla mnie,i mam nadzieję że i dla mojej obecnej dziewczyny ??,na szczęście nie mam aż takich problemów które by mnie wykluczaky z czegokolwiek,ciągle do przodu,zmartwienia zostawiam za sobą w dali jak narazie

Pozdrawiam