Forum Chorych na stwardnienie rozsiane
Miłość a SM - Wersja do druku

+- Forum Chorych na stwardnienie rozsiane (http://www.stwardnienierozsiane.info/forum)
+-- Dział: Pozostałe (http://www.stwardnienierozsiane.info/forum/forumdisplay.php?fid=8)
+--- Dział: Porozmawiajmy - nie tylko o SM (http://www.stwardnienierozsiane.info/forum/forumdisplay.php?fid=54)
+--- Wątek: Miłość a SM (/showthread.php?tid=1052)



Miłość a SM - Karolqa89 - 27-02-2018

Witam mam na imie Karolina i mam 26 lat , a na SM choruje od 12 lat. 
Takie pytanie co myślicie czy ludzie chorzy na SM powinni wiązać się że zdrowymi ? Pytam tak z ciekawości bo ja już trochę przeszłam z ta choroba i dużo słyszałam. A wiem też sama po sobie jak byłam wytykana  palcami  "po co Ci to trzeba będzie z Nią siedzieć i takie tam " przykre , ale prawdziwe ...


RE: Miłość a SM - Anka - 27-02-2018

Oczywiście że tak. Nie szufladkuj sie jako chora. Nie wiem co w życiu przeszłaś ale wnioskuję że ciężko ci było. Moim zdaniem Trafiłaś na nieodpowiednią osobę. Jak można powiedzieć coś takiego. Każdy zasługuje na miłość. Mnie aż zatkało jak przeczytałam co napisałaś. Jestem w trochę innej sytuacji bo u mnie są wykryliSM po ślubie. Natomiast napiszę pokrótce moją historię może poprawi ci humor i doda trochę nadziei. To moje drugie małżeństwo. Mój pierwszy mąż zostawił mnie dla innej. Miałam wtedy 28 lat i byłam w ciąży. Staraliśmy się o dziecko dwa lata jak w końcu okazało się że jestem w ciąży bo dowiedziałam się że on już mnie nie kocha. Zostawił mnie w ciąży z długami .Musiałam wrócić do rodziców do rodzinnego miasta. Bedac w ciąży poznałam mojego obecnego męża. Po trzech miesiącach znajomości zamieszkaliśmy razem. On chciał i przysposobił mojego syna. Pierwszy mąż nigdy nie widział synka. Jak Widzisz ułożyłam sobie życie jestem szczęśliwa. Mój obecny Małżonek miłość mojego życia wspiera mnie I dodaje nadziei że będzie dobrze. Dla niego moja choroba to nie problem. Mam na myśli że nie zmienił się jego stosunek do mojej osoby. Biorąc pod uwagę to że nasz synek ma zaburzenia autystyczna a u mnie wykryli SM a mimo to mój mąż ani przez sekundę nie pomyślał że nie warto się nami zajmować opiekować . Jego pierwsze słowa potem jak dowiedzieliśmy się że mam stwardnienie to ania co się martwisz ja się nigdzie nie wybieram jestem i będę. Nie wiem Karolina jaką jesteś osobą ale osobiście uważam że każdy zasługuje na szczęście. Ty rowniez! Glowa dobgory


RE: Miłość a SM - Karolqa89 - 27-02-2018

Dziękuję bardzo za dobre słowaUśmiech


RE: Miłość a SM - mufa - 27-02-2018

Karola trzeba próbować przecież nikt nie każe Ci się od razu wiązać. Trzeba żyć pełnią życia. Jesteś młoda żyj


RE: Miłość a SM - MonikaP - 27-02-2018

Mój narzeczony był przy mnie przy pierwszym rzucie i początkach diagnozy, wspierał i mimo tego, że wtedy byliśmy razem tylko 2 lata nie zostawil mnie. Na pewno znajdziesz kogoś wspaniałego, kto będzie Cie kochał mimo wszystko. Ważne jest abyś to Ty pochodziła do choroby spokojnie i pozytywnie, tak aby kandydat wiedział, że to nie koniec świata Uśmiech jeszcze kiedyś będzie pięknie Oczko


RE: Miłość a SM - Karolqa89 - 28-02-2018

Dziękuję ?


RE: Miłość a SM - Monika - 01-03-2018

(27-02-2018, 10:17)Karolqa89 napisał(a): Witam mam na imie Karolina i mam 26 lat , a na SM choruje od 12 lat. 
Takie pytanie co myślicie czy ludzie chorzy na SM powinni wiązać się że zdrowymi ? Pytam tak z ciekawości bo ja już trochę przeszłam z ta choroba i dużo słyszałam. A wiem też sama po sobie jak byłam wytykana  palcami  "po co Ci to trzeba będzie z Nią siedzieć i takie tam " przykre , ale prawdziwe ...


SM nie odbiera prawa do realizacji marzeń, szukania szczęścia, kochania i bycia kochaną/kochanym. Wiem, że to frazes. Ale skoro nikt z nas nie wybierał sobie choroby, zdarzyła się, trudno - trzeba (tzn. nie trzeba, ale naprawdę warto) próbować normalnie z nią żyć.
Nawet jak na naszej drodze spotykamy ludzi, dla których SM stanowi problem.

Wydaje mi się, że w dużej mierze to jak traktuje chorobę nasze otoczenie - może zależeć od nas. Ja od początku nie ukrywam, że mam SM. Nie traktuję tego też jak końca świata, co najwyżej pewne utrudnienie. Nie raz śmieję się z choroby, nie raz denerwuję jak czegoś nie mogę zrobić w pełni tak, jakbym chciała. Traktuję to jak każdy inny aspekt życia. Jak ktoś pyta o chorobę- odpowiadam. Czasem na głupie pytania też ("jak długo będziesz mogła jeszcze chodzić"...). 
Zazwyczaj wynikają z niewiedzy lub dziwnej ciekawości, a nie ze złej woli czy chęci sprawienia przykrości. 

Raz, naprawdę raz, w ciągu 6 lat od diagnozy spotkałam się z niechęcią wynikającą z tego, że jestem chora. Właśnie od osoby z otoczenia mojego partnera. Natomiast temat został przez niego tak szybko ucięty, że ta osoba resztę ewentualnych komentarzy czy złotych myśli do dziś zachowuje dla siebie. 

Ani przez moment nie przeszło mi przez głowę, że nie mam prawa to tego związku, bo mój parter jest zdrowy, a ja chora. Jemu też.

Za to dzięki (w pewnym sensie) chorobie spotkałam się naprawdę z dużą ilością fajnych reakcji. Już nie w kwestiach miłosnych, ale po prostu - międzyludzkich. Takiej zwykłej życzliwości. Albo to ja dzięki chorobie bardziej doceniam małe gesty.

Ludzie w większości są fajni. A tą resztą... szkoda zdrowia, żeby się przejmować. Oczko


RE: Miłość a SM - Anna 888 - 04-03-2018

Ja swojego narzeczonego poznałam juz po zachorowaniu , oczywiście nie chwale się moją chorobą wszystkim w koło , wiedzą o tym osoby z mojego najbliższego otoczenia , ale nie uważam abym była gorsza od innych , po prostu życie dało nam większe wyzwanie ... Narzeczonemu o chorobie powiedzałam wtedy kiedy widziałam że to nie jest zwykła znajomość tylko coś więcej -kocha mnie więc to zaakceptował

(01-03-2018, 22:31)Monika napisał(a):
(27-02-2018, 10:17)Karolqa89 napisał(a): Witam mam na imie Karolina i mam 26 lat , a na SM choruje od 12 lat. 
Takie pytanie co myślicie czy ludzie chorzy na SM powinni wiązać się że zdrowymi ? Pytam tak z ciekawości bo ja już trochę przeszłam z ta choroba i dużo słyszałam. A wiem też sama po sobie jak byłam wytykana  palcami  "po co Ci to trzeba będzie z Nią siedzieć i takie tam " przykre , ale prawdziwe ...


SM nie odbiera prawa do realizacji marzeń, szukania szczęścia, kochania i bycia kochaną/kochanym. Wiem, że to frazes. Ale skoro nikt z nas nie wybierał sobie choroby, zdarzyła się, trudno - trzeba (tzn. nie trzeba, ale naprawdę warto) próbować normalnie z nią żyć.
Nawet jak na naszej drodze spotykamy ludzi, dla których SM stanowi problem.

Wydaje mi się, że w dużej mierze to jak traktuje chorobę nasze otoczenie - może zależeć od nas.  Ja od początku nie ukrywam, że mam SM. Nie traktuję tego też jak końca świata, co najwyżej pewne utrudnienie. Nie raz śmieję się z choroby, nie raz denerwuję jak czegoś nie mogę zrobić w pełni tak, jakbym chciała. Traktuję to jak każdy inny aspekt życia. Jak ktoś pyta o chorobę- odpowiadam. Czasem na głupie pytania też ("jak długo będziesz mogła jeszcze chodzić"...). 
Zazwyczaj wynikają z niewiedzy lub dziwnej ciekawości, a nie ze złej woli czy chęci sprawienia przykrości. 

Raz, naprawdę raz, w ciągu 6 lat od diagnozy spotkałam się z niechęcią wynikającą z tego, że jestem chora. Właśnie od osoby z otoczenia mojego partnera. Natomiast temat został przez niego tak szybko ucięty, że ta osoba resztę ewentualnych komentarzy czy złotych myśli do dziś zachowuje dla siebie. 

Ani przez moment nie przeszło mi przez głowę, że nie mam prawa to tego związku, bo mój parter jest zdrowy, a ja chora. Jemu też.

Za to dzięki (w pewnym sensie)  chorobie spotkałam się naprawdę z dużą ilością fajnych reakcji. Już nie w kwestiach miłosnych, ale po prostu - międzyludzkich. Takiej zwykłej życzliwości. Albo to ja dzięki chorobie bardziej doceniam małe gesty.

Ludzie w większości są fajni. A tą resztą... szkoda zdrowia, żeby się przejmować. Oczko
 Zazdroszczę tego dystansu do choroby , ja najchętniej bym ja ukryła przed wszystkimi . Z takim podejściem napewno jest Ci łatwiej niz dal mnie...