Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Nie wiem nic.
#1
Witam. Opiszę Wam w skrócie moją historię, najlepiej od początku, żeby to miało ręce i nogi. 
Na forum trafiłem jak chyba większość pytających w tym dziale - panika, szukanie info w google itp. 
Aktualnie nic z tych rzeczy, jestem spokojny i opanowany.
A więc do rzeczy. W tym miesiącu kończę 27lat.
Moje "problemy" ze zdrowiem zaczęły się (chyba) w wakacje 2014. Po dość cięzkiej pracy w upalny dzień. Objawy typowo grypopodobne, a najważniejszy który nadal występuje po dziś dzień to okropne uczucie gorąca (na twarzy), stany podgorączkowe. Wszystkie badania oczywiście książkowe, brak kataru, kaszlu, ogólnie jakiejś infekcji, grypy. Trwało może to z pół roku. Poszedłem do nowej pracy (nacisk z urzedu pracy). Po przepracowaniu może 3 miesięcy zaczęły się okropne zawroty głowy, nudności, utrata równowagi - prawie omdlenia (nie straciłem przytomności). SOR - wszystko ok, L4. Po miesiącu wróciłem, niestety nie na długo - po tygodniu to samo. Znowu miesiac przerwy. Potem w miarę sie uspokoiło, byłem u okulisty (sprawdzenie przysadki mózgowej czy cos), neurolog, endokrynolog - diagnoza zaburzenie lipidowe (cholesterol znacznie powiększony, trójglicerydy kilkanaście razy przekroczone normy, nawet nie było wyniku ze względu na wysokie stężenie). Uznano to oficjalnie za powód. Po paru miesiącach kuracji badania kontrolne, ok (tabletki biorę do dzisiaj). Potem przyszły ogromne bóle głowy trwające nieraz kilka dni. Neurolog - zlecone TK głowy z kontrastem. Cisza spokój, zlecone badanie na boreliozę borrelia burgdorferi ELISA - wynik neg. Na tym etapie zrezygnowałem z leczenia, byłem zły, bo przecież już wtedy źle się czułem (cały czas uczucie gorąca, bóle głowy itp). Potem był jakiś tam przestój, jakaś tam miłość itp. Po rozstaniu była ogromna depresja, postanowiłem zasięgnąć porady psychiatry, dostałem standardowo antydepresanty o działaniu przeciwlękowym (paroksetyna + relanium). W ciągu około 2-3 miesięcy straciłem łącznie prawie 30kg wagi - tak jestem osobą z nadwagą w sumie od małego (dodatkowo brałem sterydy na astmę). Ale jednak nie zawsze byłem "gruby", mało ważne. Następnie jakoś próbowałem się ogarnąć, przebranżowałem się na kierowce zawodowego - chęć szybkiego zarobku. W sumie nawet przed rozpoczęciem pracy zaczęły się bóle w klatce piersiowej, chwilami nie do zniesienia. Łącznie z tymi objawami byłem około 5 razy na sorze - ból jest bardzo podobny do zawału serca. Oczywiście kardiolog - echo serca idealne. Reumatolog wszystko ok, dodatkowo zlecone TK Th - wyszła skolioza i jakieś tam zmiany zwyrodnieniowe + blaszki miażdżycowe w aorcie. 
Jesień 2018 doszły nowe objawy. Mianowicie częsty stały, rozrywający nie do wytrzymania ból w plecach okolice lędźwiowe-dolny piersiowy (nic na to nie pomaga, nawet strzał ketonalu,paracetamolu w żyłe). Raz towarzyszyło temu okropne zmęczenie - byłem wystraszony - chyba nigdy tak w życiu nie byłem zmęczony. USG jamy brzusznej - kamień w pęcherzyku zółciowym - bardzo malutki - prawdopodobnie z tej "głodówki" o której pisałem. Rozmawiałem z ludźmi którzy mieli kamice lub ją mają i żadna z nich nie odczuwa bólu w plecach a jedynie kłucie pod żebrem. Ja też sądzę, że to nie od tego. 
Listopad - przeziębienie, gorączka, ogromny katar - tydzień (nie byłem chory na grypę chyba z 10 lat albo lepiej). Od listopada nie mogę oddychać przez nos. Byłem u laryngologa - powiedział, że to przez przegrodę nosową. Zapisałem się na zabieg do szpitala, ale termin jest na bieżąco przesuwany - warunek to bezwzględne zdrowie do 3 tygodni przed zabiegiem.
Koniec roku dał popalić, całe święta zwijałem się z bólu, sylwester również. Po nowym roku zostałem przewieziony przez ojca na sor, ogromny ból w środku przy oddechu. Standardowo badania na troponine, Paracetamol w kroplówce i do domu. Przeszło po jakimś tygodniu, jednak zły pojechałem do rodzinnej po skierowanie do neurologa. Badanie neurologiczne bez zarzutów, skierowanie na MRI Th. 
Wróciłem do pracy no i pojawiły się te niechciane objawy. 
Na początku przez parę dni zaburzenie czucia, mrowienie, drętwienie, ogromne zmęczenie, drżenie mięśni/pulsowanie itp tylko w prawej nodze i ręce. Do tego skakanie powieki i drżenie oka, oraz ból za okiem oraz osłabienie widzenia, również prawe. Co do widzenia to ogólnie słabo widzę - nie to że za mgłą itp tylko ze względu na coś typu snieg optyczny oraz męty (snieg od bardzo dawna mam wrażenie że się zwiększa, męty po urazach). Po jakimś tygodniu minęło, ale nie na długo. Zaraz miałem kolejny "atak" trwający znowu kilka dni. Objawy te same, lecz doszedł znaczny niedowład tych kończyn (łyżką do ust nie trafiałem) Troszkę się wystraszyłem, że prawa ręka i noga są jakby nie moje i nie mam pełnej władzy nad nimi. Znowu rodzinna - mówię już do niej konkretnie, że to nie są żarty i proszę o następne skierowanie do neurologa jeszcze raz, dała dodatkowo jeszcze do okulisty (nie byłem do dnia dzisiejszego). Zanim trafiłem na wolny termin objawy już ustępowały. Badanie jak i odruchy wszystko ok. Pytała czy dobrze śpię (a śpię aż za dobrze, ciężko mnie obudzić, ciągle jestem zmęczony) i interesowała się bardzo moimi urazami głowy (miałem 2-3 poważniejsze w ciągu ostatnich 2 lat - robione tk lub rtg, brak pęknięć/krwiaków). Diagnoza - jest pan zdrowy i proszę zastanowić się nad psychiatrą/psychoterapeutą. Czekamy na mri kręgosłupa, zabiegi fizjoterapeutyczne + skierowanie na EEG i na następną wizytę pokazać wynik boreliozy. Aktualnie dzisiaj odbieram ostatni zabieg (prąd w piersiowy i laser na cały). Jednak ogólnie coś jest lepiej, jedynie męczą mnie zatoki (ból w policzkach, skroniach, całkowicie zatkany nos - w sumie od kiedy byłem przeziębiony nie mogę oddychać przez nos, mam owrzodzenia w jamie ustnej) oraz mam ogromne zaparcia i uczucie tętna/pulsu w brzuchu i nogach. 
Obecnie mam dość już lekarzy i tej całej sytuacji która mnie otacza. Oczywiście wszyscy dążą od początku do jednego - nerwica. Zostałem z tym sam, rodzina uważa mnie za psychola i hipochondryka. Aktualnie jestem bez pracy (musiałem zrezygnować ze względu na beznadziejne warunki i relacje z szefem), zaraz wyjdzie mi ubezpieczenie zdrowotne i nawet nie mogę zarejestrować się w urzędzie pracy bo już od 2 tygodni czekam na świadectwo pracy (taki szef dobry hehe). 
Dopiero teraz widzę sam po sobie, że psychika już mi powoli wysiada. Ale nie dam sobie wmówić kolejny raz, że to nerwica i hipochondryzm. 

Zdaję sobie sprawę, że to nie forum wyznań ani lekarskie lecz może ktoś z Was miał podobne objawy lub doradzi co robić, bo ja już sam nie wiem.
Czy może szukać dobrego neurologa prywatnie i działać coś na własną rękę, czy po prostu czekać? Tylko zastanawiam się co z zatokami i moim zabiegiem. Rezonans dopiero 6 kwietnia, zabieg też niby w kwietniu. 

Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź i przepraszam, że tak długi i chaotyczny tekst. 
Pozdrawiam.
Odpowiedz
#2
hej Oczko  nie przejmuj się długością postu, po prostu nie każdy może się napisać "trafiłem na sor i dostałem diagnozę, jestem w programie".
ja też przeszłam mniej więcej tak długą drogę jak Twoja. na początku miałam mrowienia, przeczulice, a później było już tylko gorzej, do tego stopnia, że wykluczało z pracy i funkcjonowania na miesiąc. przeszłam przez około 10 specjalistów i miałam dwa rezonanse tylko "zrobione za wcześnie"- według radiologa zmiany nie były charakterystyczne- ale były widoczne Zły więc najłatwiej z człowieka zrobić wariata i leczyć psychiatrycznie, tylko przez dwa lata miałam tyle objawów (z tych najsilniejszych: drętwienia, zawroty głowy że nie możesz wstać z łóżka). Ściana po dwóch latach takiego "leczenia nerwicy" w mojej głowie sito- 14 zmian.
tylko ja trafiłam na sor i miałam MRI i wtedy diagnoza, inaczej Cię nie przyjmą Zły 
dlatego z doświadczenia zalecam Ci MRI głowy i dobrego neurologa, który ma doświadczenie z sm, albo chociaż nie zbagatelizuje Twojego problemu Przytulanie
powodzenia!
Odpowiedz
#3
Witaj.
Trochę tego przeszedłeś. Ja chciałabym napisać odnośnie ubezpieczenia które potrzebujesz na zabieg a nie masz świadectwa. ZUS wyda Ci zaświadczenie w jakim okresie byleś zarejestrowany u pracodawcy. Dobrze żeby dopisali w jakim wymiarze pracy. Z takim zaświadczeniem nie powinno być problemu z rejestracją. A co do pracodawcy to jest sąd. Oni zamin zaczną sprawę to może skontaktują się z pracodawcą i czasem już to pomoże.

Co do diagnozy to może faktycznie jeszcze inny neurolog.
Odpowiedz
#4
Przy takiej lawinie objawów ciężko się w tym odnaleźć, ale na sm jakby za dużo, i zbyt rozbieżne, z neurologiem, dobrym spotkaj się tak czy inaczej, ale wydaje mi się że te wszystkie objawy równie dobrze mogą się w ogóle z sobą nie łączyć, tylko być z różnych dolegliwości.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości