Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Szczęście ❤️?
#11
Frezja, ja Ci powiem tyle, że jeśli byłabym w związku, w którym partner tak by się nade mną jojczył, zamartwiał każdym drinkiem i rozrywką, użalał się i trząsł się nade mną jak nad zgniłym jajkiem, to byłby to dobry powód do zakończenia tego związku. Więc dla własnego dobra wyluzuj.
Odnoszę wrażenie, że Ty masz problem i nie jest nim choroba Twojego faceta, tylko raczej nietolerancja niepewności i chęć kontrolowania wszystkiego dookoła, z drugim człowiekiem włącznie. A prawda jest taka, że ani choroby nie da w pełni kontrolować, ani innego człowieka, ani w ogóle wielu spraw. Takie jest życie po prostu.
Sugeruję konsultację z psychologiem, zanim zamęczysz siebie i jego i zanim ten związek padnie, nie z powodu SM, tylko Twojego świrowania.
Życzę powodzenia i mam nadzieję, że Wasz związek będzie trwał długo, spokojnie i szczęśliwie Uśmiech
Odpowiedz
#12
(05-05-2021, 17:58)Akinom napisał(a): Choruję 23 lata. Mniej więcej od 2017 r. moje SM jest coraz bardziej wredne. 15 lat było normalnie, nie myślałam o chorobie. Chodziłam bez problemu, jeździłam na rowerze, chodziłam po górach, przejście plaża z Niechorza do Rewala na 10 cm obcasach i z powrotem to nie był problem plus udział w koncercie. Teraz 500 metrów zaczyna być problemem. Ale bardzo nie lubię, jak ktoś się nade mną użala, jak ludzie płaczą, jak usłyszą, co mi jest. Po prostu jestem chora i tyle. Nie mam na to wpływu. Żałuję bardzo tego, że jak zachorowałam nie było internetu, nie było żadnych leków. Ze lekarz nie powiedział mi, co to jest ten sm. Z czym to się je teraz i w przyszłości. Co może się stać, ale wcale nie musi. Może trochę inaczej pokierowałabym swoim życiem. To jednak tylko przypuszczenia typu co by było gdyby... Dlatego cieszcie się sobą, cieszcie się życiem i korzystajcie z niego ile się tylko da. Głowa do góry. Nie ma się co załamywać. Póki co wszystko jest dobrze i tak zostanie.
Dziękuję i życzę dużo zdrowia i wytrwałości.   Uśmiech Serce

(05-05-2021, 20:03)belanna napisał(a): Frezja, ja Ci powiem tyle, że jeśli byłabym w związku, w którym partner tak by się nade mną jojczył, zamartwiał każdym drinkiem i rozrywką, użalał się i trząsł się nade mną jak nad zgniłym jajkiem, to byłby to dobry powód do zakończenia tego związku. Więc dla własnego dobra wyluzuj.
Odnoszę wrażenie, że Ty masz problem i nie jest nim choroba Twojego faceta, tylko raczej nietolerancja niepewności i chęć kontrolowania wszystkiego dookoła, z drugim człowiekiem włącznie. A prawda jest taka, że ani choroby nie da w pełni kontrolować, ani innego człowieka, ani w ogóle wielu spraw. Takie jest życie po prostu.
Sugeruję konsultację z psychologiem, zanim zamęczysz siebie i jego i zanim ten związek padnie, nie z powodu SM, tylko Twojego świrowania.
Życzę powodzenia i mam nadzieję, że Wasz związek będzie trwał długo, spokojnie i szczęśliwie Uśmiech
Belanna masz mnie! 
Zawsze chce mieć wszystko pod kontrolą... Czasem to jest męczące ale zawsze tak było mi łatwiej Uśmiech bardzo Ci dziękuję za te słowa, a z pomocy psychologa na pewno skorzystam. 
Oj ja też mam nadzieję, że to wszystko się uspokoi, ćhyba w weekend czeka nas romantyczna kolacja przy kieliszku wina! Dziękuję i też życzę dużo szczęścia  Duży uśmiech
Odpowiedz
#13
Czuję się szczęśliwy choć ostatnie miesiące do łatwych dla mnie nie należały. Czas przed rozwodem i sam rozwód, nie, to nie było przyjemne. Usłyszałem wiele złych słów, min związanych z moją chorobą. Doznałem wielu złych rzeczy. Sam też niestety święty nie byłem i powiedziałem przykre słowa. Chyba pierwszy raz w życiu pogubiłem się wtedy. Lecz teraz, gdy zeszło już ciśnienie jest dobrze. Uśmiecham się i duszą i sercem. Jestem optymistą i nadal wierzę w ludzi. Same super rzeczy można powiedzieć. Jest teraz 22:01, a to znaczy, że jutro też wstanie dzień, i na pewno będę się nim cieszył, bo przyniesie coś nowego, nieznanego. Jest dobrze.
Odpowiedz
#14
Ha, i przyniósł coś nowego. W końcu umówiłem się na zrobienie tatuażu :-D
Odpowiedz
#15
Witam.
Ja diagnozę usłyszałam na Mikołajki 2017 roku. Byłam załamana diagnozą i tym co się naczytałam.
Wrzesień 2018- weszłam do programu lekowego avonex. Zastrzyki- do przyjemności nie należą, ale tłumaczę sobie że to dla mojego dobra Oczko Wchodząc do programu byłam już bezrobotną, bo w chamski sp się ze mną pożegnano gdy powiedziałam o chorobie.
20 kwiecień 2020- zmarł nagle mój TATA. Zdrowie mi poszwankowało wtedy- i to dość mocno (Ale bez rzutu, mam nadzieję).
Do października 2020 byłam przygotowana do życia w pojedynkę. Byłam pogodzona z tą myślą Oczko bo kto by chciał mieć przy sobie osobę z takim bagażem??
Ale spotkałam mężczyznę, który zaakceptował całą mnie wraz z moją chorobą Oczko I JESTEM SZCZĘŚLIWA i to bardzo.
Po długich zawirowaniach życiowych w końcu los się do mnie uśmiechnął.
Pracuję, spotykam się z moim Ukochanym, żyję - nie mam czasu na myślenie o chorobie. Tylko piątki w dzień zastrzyku sobie przypominam Oczko
Pozdrawiam. Życzę dużo sił i zdrowia
Odpowiedz
#16
(06-05-2021, 16:56)fruu napisał(a): Ha, i przyniósł coś nowego. W końcu umówiłem się na zrobienie tatuażu :-D
Super. Ja mam 2 i zrobiłabym sobie jeszcze.
Życie jest jak jazda na rowerze. Żeby utrzymać równowagę, musisz być w ciągłym ruchu.  Albert Einstein
Odpowiedz
#17
(05-05-2021, 17:58)Akinom napisał(a): Choruję 23 lata. Mniej więcej od 2017 r. moje SM jest coraz bardziej wredne. 15 lat było normalnie, nie myślałam o chorobie. Chodziłam bez problemu, jeździłam na rowerze, chodziłam po górach, przejście plaża z Niechorza do Rewala na 10 cm obcasach i z powrotem to nie był problem plus udział w koncercie. Teraz 500 metrów zaczyna być problemem. Ale bardzo nie lubię, jak ktoś się nade mną użala, jak ludzie płaczą, jak usłyszą, co mi jest. Po prostu jestem chora i tyle. Nie mam na to wpływu. Żałuję bardzo tego, że jak zachorowałam nie było internetu, nie było żadnych leków. Ze lekarz nie powiedział mi, co to jest ten sm. Z czym to się je teraz i w przyszłości. Co może się stać, ale wcale nie musi. Może trochę inaczej pokierowałabym swoim życiem. To jednak tylko przypuszczenia typu co by było gdyby... Dlatego cieszcie się sobą, cieszcie się życiem i korzystajcie z niego ile się tylko da. Głowa do góry. Nie ma się co załamywać. Póki co wszystko jest dobrze i tak zostanie.
Co znaczy, że inaczej pokierowała byś swoim życiem ?

(05-05-2021, 22:06)fruu napisał(a): Czuję się szczęśliwy choć ostatnie miesiące do łatwych dla mnie nie należały. Czas przed rozwodem i sam rozwód, nie, to nie było przyjemne. Usłyszałem wiele złych słów, min związanych z moją chorobą. Doznałem wielu złych rzeczy. Sam też niestety święty nie byłem i powiedziałem przykre słowa. Chyba pierwszy raz w życiu pogubiłem się wtedy. Lecz teraz, gdy zeszło już ciśnienie jest dobrze. Uśmiecham się i duszą i sercem. Jestem optymistą i nadal wierzę w ludzi. Same super rzeczy można powiedzieć. Jest teraz 22:01, a to znaczy, że jutro też wstanie dzień, i na pewno będę się nim cieszył, bo przyniesie coś nowego, nieznanego. Jest dobrze.
Witaj Fruu, 
piękny login, kojarzy mi się w wolnością.
Gratuluję Ci, tatuażu i tego, że udało Ci się pomimo przejść dojść do momentu gdy jest dobrze.

(06-05-2021, 18:09)asia_mys napisał(a): Witam.
Ja diagnozę usłyszałam na Mikołajki 2017 roku. Byłam załamana diagnozą i tym co się naczytałam.
Wrzesień 2018- weszłam do programu lekowego avonex. Zastrzyki- do przyjemności nie należą, ale tłumaczę sobie że to dla mojego dobra Oczko Wchodząc do programu byłam już bezrobotną, bo w chamski sp się ze mną pożegnano gdy powiedziałam o chorobie.
20 kwiecień 2020- zmarł nagle mój TATA. Zdrowie mi poszwankowało wtedy- i to dość mocno (Ale bez rzutu, mam nadzieję).
Do października 2020 byłam przygotowana do życia w pojedynkę. Byłam pogodzona z tą myślą Oczko bo kto by chciał mieć przy sobie osobę z takim bagażem??
Ale spotkałam mężczyznę, który zaakceptował całą mnie wraz z moją chorobą Oczko I JESTEM SZCZĘŚLIWA i to bardzo.
Po długich zawirowaniach życiowych w końcu los się do mnie uśmiechnął.
Pracuję, spotykam się z moim Ukochanym, żyję - nie mam czasu na myślenie o chorobie. Tylko piątki w dzień zastrzyku sobie przypominam Oczko
Pozdrawiam. Życzę dużo sił i zdrowia
Piękna wiadomość! Gratuluję i życzę dużo miłości Uśmiech
Odpowiedz
#18
Nie traciłabym czasu na rzeczy nieistotne. Więcej mogłabym zobaczyć, więcej pojeździć po Polsce. Szkoda by mi było czasu na studia, na zabijanie się za invitro. By ło od razu iść w stronę adopcji. Żałuję, że nie zobaczyłam wielu rzeczy, które były tak na prawdę w zasięgu ręki. bo zawsze była szkoła, potem praca, a na prawdziwe życie nie starczało czasu. Niestety mam głupi charakter i zawsze na pierwszym miejscu były obowiązki, a zdrowie czy przyjemności to jak zdążę. Poki co nic mi nie jest, to wszystko w porządku. Tak się nie da niestety.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości