23-01-2018, 21:28
Ja miałam cesarskie cięcie 5.08 br. i to w pełnej narkozie (anestezjolog nie chciał ryzykować przy SM ingerowania w ośrodkowy układ nerwowy - znieczulenie miejscowe w kręgosłup... i to trochę chyba ma sens według mnie...). Wskazania miałam od neurologa, chociaż wiedziałam, że mogę równie dobrze rodzić siłami natury, sama podjęłam decyzję w sumie, nikt nie protestował... Już następnego dnia po operacji już delikatnie śmigałam, a dojście do siebie w pełni zajęło mi może z tydzień-dwa (może też dlatego że całe życie uprawiałam sport?). W moim przypadku wszystko poszło jak najlepiej.
Po cesarce zdrowotnie, fizycznie i SM-owo ok, do wywalczonych przez siebie samych leków wróciłam po ok. 2 miesiącach. W MRI minimum 10 nowych ognisk, w tym 4 aktywne (ale w czasie odstawienia leków przed staraniem się o ciążę miałam 2 rzuty, więc na ten fakt zwalałabym nowe ogniska, a nie na operację).
Jestem dobrej myśli, a sił mam tyle co nigdy!
Po cesarce zdrowotnie, fizycznie i SM-owo ok, do wywalczonych przez siebie samych leków wróciłam po ok. 2 miesiącach. W MRI minimum 10 nowych ognisk, w tym 4 aktywne (ale w czasie odstawienia leków przed staraniem się o ciążę miałam 2 rzuty, więc na ten fakt zwalałabym nowe ogniska, a nie na operację).
Jestem dobrej myśli, a sił mam tyle co nigdy!

