03-03-2018, 12:13
No i rozkleiłam się totalnie na wizycie u neurologa. Pogadałam z nim. Wytłumaczył mi, że nie widzi sensu zmiany leczenia bo mam łagodny przebieg choroby. Jego zdaniem dopiero teraz dochodzi do mnie to ze mam SM. Mówił, że biore Betaferon od pół roku i jest oczywiście szansa że on tak na mnie wpływa ale on widzi że mnie przerasta świadomość, że mam SM. Zapisałam się narazie do psychiyatry. Zobaczę czy to ktoś w miarę konkretny i co zaleci. Czy same antydepresanty czy też jakaś terapia. Ponoć ta Pani jest taka, że nie tylko wypisuje recepte ale wysłucha. Powiem Wam, że nie ma dnia żebym nie płakała aż czasem nie moge oddychać. Życie dało mi tyle razy po dupie, ze nie spodziewalam sie tego ze mnie moze depresja dopasc. Jeszcze mam do siebie pretensje, lekarz ni tlumaczy ze przebieg choroby lagodny a ja w glowie mam same czarne mysli, kazdy bol, dyskomfort lacze z SM i od razu obawa o rzut i leczenie w szpitalu. Jestem zla ze sie sama nakrecam. Wybaczcie ze truje. Ja widze jak moj maz sie martwi i przezywa moj stan. Nie chce go tym obciazac tak bardzo. Mam wyrzuty sumienia ze nie jestem silniejsza.

