05-03-2018, 10:52
Ja, mimo SM bardzo chciałam dziecka. Nic mi się nie działo, o chorobie zapomniałam właściwie, więc czemu nie. Minął rok, dwa trzy i ciąży nie było. Okazało się że łatwo nie będzie. Zaczęliśmy się leczyć. Hormony, temperatura, obserwacje, w końcu laparoskopia i nic. Trafiliśmy do kliniki leczenia niepłz
odności i okazało się że nie tylko ja mam problem, że mąż też. Zdecydowaliśmy się na inseminacje, chociaż lekarz cudów nie obiecywał. Chciałam spróbować. Oczywiście, że nie wyszło. Lekarz był na tyle uczciwy że powiedział, że inv też raczej nie wyjdzie. Po otrzasnieciu się z szoku postawiliśmy na adopcje. Mi nadal nic nie doleglalo, więc dostałam dobre zaświadczenie o stanie zdrowia i po roku od podjęcia decyzji byliśmy szczęśliwymi rodzicami. Dzisiaj młoda ma 10 lat, wie, że ja jestem chora, wie, że ja jej nie urodziłam i wszyscy są szczęśliwi :-)
odności i okazało się że nie tylko ja mam problem, że mąż też. Zdecydowaliśmy się na inseminacje, chociaż lekarz cudów nie obiecywał. Chciałam spróbować. Oczywiście, że nie wyszło. Lekarz był na tyle uczciwy że powiedział, że inv też raczej nie wyjdzie. Po otrzasnieciu się z szoku postawiliśmy na adopcje. Mi nadal nic nie doleglalo, więc dostałam dobre zaświadczenie o stanie zdrowia i po roku od podjęcia decyzji byliśmy szczęśliwymi rodzicami. Dzisiaj młoda ma 10 lat, wie, że ja jestem chora, wie, że ja jej nie urodziłam i wszyscy są szczęśliwi :-)

