10-06-2016, 21:07
U mnie choroba pojawiła się kiedy dopiero zaczęłam sobie życie układać. Miałam 21 lat, moja córka miała 4 miesiące kiedy pojawił się pierwszy rzut - mrowienie lewej połowy ciała. Najpierw udałam się do znajomej masażystki, miałam nadzieję, że wymasuje mi te "mrówki". Po kilku miesiącach i wielu namowach męża udałam się do neurologa. W internecie już wyczytałam, że objawy pasują do SM. Badania to potwierdziły. Było dużo płaczu w nocy, kłótni, zwątpienia i litości ze strony najbliższych. Potem trzeba było podjąć trudne decyzje o leczeniu i kolejnym dziecku.
Na razie jestem w dobrym stanie, choć są lepsze i gorsze chwile. Głowa do góry, nie można się poddawać. Choroba nie może rządzić naszym życiem. Jedynie trochę je utrudnia.
Na razie jestem w dobrym stanie, choć są lepsze i gorsze chwile. Głowa do góry, nie można się poddawać. Choroba nie może rządzić naszym życiem. Jedynie trochę je utrudnia.

