Ja zdecydowałam się na pierwsze dziecko już będąc chora. Miałam dość silny (silniejszy niż zazwyczaj) rzut kilka miesięcy po porodzie. Wtedy byłam przerażona. Ale dzięki mojemu mężczyźnie, rodzicom i przyjaciołom - jakoś to przetrwałam. Wyglądało nieciekawie, ale rzut całkiem się cofnął. Nie wiem czy jego intensywność wiązała się z ciążą lub połogiem.
Nie mam widocznej niepełnosprawności, jestem bardzo aktywna (np. jeżdżę na rowerze), pracuję zawodowo. Ale mimo wszelkich starań - choroba nie pozwala o sobie zapomnieć. To na pewno jakoś wpływa na macierzyństwo. Są gorsze dni a nawet tygodnie, niekoniecznie związane z rzutem, miewam mniej sił. Pomoc dziadków czy przyjaciół mających dzieciaki w podobnym wieku jak nasz synek - na pewno bardzo pomaga. No i przede wszystkim - moja druga połowa. Dzielimy obowiązki, dobrze się dogadujemy. Przede wszystkim - rozumie chorobę (choć czasem muszę co nieco podpowiedzieć
) i wie, że czasem mimo najszczerszych chęci - nie mogę czegoś robić.
Estel39 pogadaj z mężem, jeśli nie czujesz odpowiedniego wsparcia z jego strony. Może nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jak możesz się czuć. Szczera rozmowa często pomaga.
Nie mam widocznej niepełnosprawności, jestem bardzo aktywna (np. jeżdżę na rowerze), pracuję zawodowo. Ale mimo wszelkich starań - choroba nie pozwala o sobie zapomnieć. To na pewno jakoś wpływa na macierzyństwo. Są gorsze dni a nawet tygodnie, niekoniecznie związane z rzutem, miewam mniej sił. Pomoc dziadków czy przyjaciół mających dzieciaki w podobnym wieku jak nasz synek - na pewno bardzo pomaga. No i przede wszystkim - moja druga połowa. Dzielimy obowiązki, dobrze się dogadujemy. Przede wszystkim - rozumie chorobę (choć czasem muszę co nieco podpowiedzieć
) i wie, że czasem mimo najszczerszych chęci - nie mogę czegoś robić. Estel39 pogadaj z mężem, jeśli nie czujesz odpowiedniego wsparcia z jego strony. Może nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jak możesz się czuć. Szczera rozmowa często pomaga.
Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy...

