Zostałem ojcem ledwie 2 dni po tym jak byłem pierwszy raz u neurologa i powiedziałem mu, że podejrzewam u siebie SM.
Oczywiście po diagnozie w szpitalu, która miała miejsce 2 msc. później żałowałem w duchu, że syn będzie miał ojca na wózku.
Minęło 6 lat, wózka nie ma, praca jest. Fakt, w międzyczasie był rozwód, ale syn rośnie zdrowo. Opiekuję się nim i wychowuję 50:50. Fakt, że od pn do pt dzień jest podobny do dnia. Wstajemy po 6, razem myjemy się, ubieramy, jemy małe śniadanie i jedziemy. Młody do przedszkola, a ja do pracy. Po pracy prysznic, przygotowanie obiadu i po dobrej godzinie razem jemy. Od 17:30 do 19 mamy czas na zabawę, film, spacer (byleby było blisko do WC), "piknik" na kocu przed blokiem jak jest ciepło itp. Co innego w weekend, w sobotę obowiązkowa jajecznica, wyjście do kina, ZOO, do muzeum lub dzień nic nierobienia. Oczywiście w takie rodzicielstwo trzeba wpleść sprzątanie, odkurzanie, powieszenie prania, prasowanie, zakładanie firanek czy mycie naczyń. Ale dajemy sobie radę. Jak jestem bardzo zmęczony to idę na 30min. do łóżka. Ogromnym plusem są wizyty mojej mamy po pracy we wtorki, wtedy mam od 17:30 luz. Całe szczęście syn wie, że jestem chory i wie, że od czasu do czasu muszę odsapnąć. Wtedy młody tuli się do mnie najmocniej jak potrafi i daje mi (jak sam mówi) 1000 sił
Oczywiście po diagnozie w szpitalu, która miała miejsce 2 msc. później żałowałem w duchu, że syn będzie miał ojca na wózku.
Minęło 6 lat, wózka nie ma, praca jest. Fakt, w międzyczasie był rozwód, ale syn rośnie zdrowo. Opiekuję się nim i wychowuję 50:50. Fakt, że od pn do pt dzień jest podobny do dnia. Wstajemy po 6, razem myjemy się, ubieramy, jemy małe śniadanie i jedziemy. Młody do przedszkola, a ja do pracy. Po pracy prysznic, przygotowanie obiadu i po dobrej godzinie razem jemy. Od 17:30 do 19 mamy czas na zabawę, film, spacer (byleby było blisko do WC), "piknik" na kocu przed blokiem jak jest ciepło itp. Co innego w weekend, w sobotę obowiązkowa jajecznica, wyjście do kina, ZOO, do muzeum lub dzień nic nierobienia. Oczywiście w takie rodzicielstwo trzeba wpleść sprzątanie, odkurzanie, powieszenie prania, prasowanie, zakładanie firanek czy mycie naczyń. Ale dajemy sobie radę. Jak jestem bardzo zmęczony to idę na 30min. do łóżka. Ogromnym plusem są wizyty mojej mamy po pracy we wtorki, wtedy mam od 17:30 luz. Całe szczęście syn wie, że jestem chory i wie, że od czasu do czasu muszę odsapnąć. Wtedy młody tuli się do mnie najmocniej jak potrafi i daje mi (jak sam mówi) 1000 sił

