12-07-2018, 22:07
Po pierwsze przestań czytać internet. Poradził mi to lekarz i to chyba była najlepsza rada jaką usłyszałam po diagnozie. Nie ma sensu się nakręcać i mnożyć w głowie pesymistyczne scenariusze.
Po drugie, ludzie z SM normalnie żyją, pracują i zakładają rodziny. Najnowsze leki potrafią bardzo skutecznie zatrzymywać postęp choroby, a medycyna ciągle się rozwija. Ta choroba jest nieuleczalna - jeszcze - ale medycyna sobie z nią nieźle radzi.
Po trzecie, SM nie jest chorobą dziedziczną. Żeby zachorować potrzebny jest splot wielu niekorzystnych okoliczności, uwarunkowania genetyczne stanowią nikłą ich część.
Piszesz, że choroba męża zniweczyła wszystkie Twoje marzenia. Przykro mi to słyszeć. Pamiętam, że podobnie myślałam o swoim życiu krótko po diagnozie, ale byłam w błędzie. Nie tylko realizuję konsekwentnie marzenia sprzed diagnozy, a i nowych marzeń mi nie brakuje. Życie z SM może być bardzo normalne i zwyczajne, ze wszystkimi blaskami i cieniami, jeśli tylko dopuścimy do siebie myśl, że tak może być.
Po drugie, ludzie z SM normalnie żyją, pracują i zakładają rodziny. Najnowsze leki potrafią bardzo skutecznie zatrzymywać postęp choroby, a medycyna ciągle się rozwija. Ta choroba jest nieuleczalna - jeszcze - ale medycyna sobie z nią nieźle radzi.
Po trzecie, SM nie jest chorobą dziedziczną. Żeby zachorować potrzebny jest splot wielu niekorzystnych okoliczności, uwarunkowania genetyczne stanowią nikłą ich część.
Piszesz, że choroba męża zniweczyła wszystkie Twoje marzenia. Przykro mi to słyszeć. Pamiętam, że podobnie myślałam o swoim życiu krótko po diagnozie, ale byłam w błędzie. Nie tylko realizuję konsekwentnie marzenia sprzed diagnozy, a i nowych marzeń mi nie brakuje. Życie z SM może być bardzo normalne i zwyczajne, ze wszystkimi blaskami i cieniami, jeśli tylko dopuścimy do siebie myśl, że tak może być.

