Witam wszystkich,
na forum zaglądam od paru dobrych lat. Zdarzyło mi się dwa razy napisać w różnych wątkach tego forum. W latach 90. XX w miałem pozagałkowe zapalenie nerwu wzrokowego. W szpitalu lekarze powiedzieli, że to "niedobra rzecz", ale tematu nie rozwinęli. Ja też nie, a termin SM był dla mnie wtedy czymś abstrakcyjnym. W 2008 r. pojawiło się: dyskretne osłabienie lewej ręki i nogi, "palenie" twarzy, więc szpital i leczenie pierwszego poważnego rzutu. Badania wykazały: plaki w mózgu i jeden w rdzeniu na wys. C2, brak prążków, lgG prawidłowe. Miałem wtedy 43 lata, więc już wtedy byłem "emerytem" wśród sm-owców. Przez dobrych kilka lat nic się nie działo, a raczej sm rozpoczęło dyskretną, "pełzającą" bitwę z moimi lewymi kończynami. Moją odpowiedzią było i jest przyjmowanie tecfidery (kiedyś BG0012) w ramach programu lekowego w Katowicach. W tej bitwie sm przyspiesza i chce wygrać. Od mniej więcej 2015 r. moja lewa strona jest coraz słabsza. Pojawił się przykurcz dłoni. Chodzę coraz gorzej. Najgorsze są bóle w lewej łydce, nazywam je prądami, nasilające się wieczorem, nie pozwalające zasnąć. Dwa tygodnie temu, po kolejnym pogorszeniu (rzut?) trafiłem do szpitala. Nie ukrywam, że dopiero teraz przestraszyłem się i doszło do mnie, że sm to poważna sprawa. Nie wiem, czy w moim przypadku nie występuje postać wtórnie postępująca. Co o tym sądzicie?
Pozdrawiam wszystkich, zwłaszcza tych, którym udało się przeczytać tak długie przedstawienie się. Chętnie rozwinę niektóre wątki mojej wypowiedzi.
na forum zaglądam od paru dobrych lat. Zdarzyło mi się dwa razy napisać w różnych wątkach tego forum. W latach 90. XX w miałem pozagałkowe zapalenie nerwu wzrokowego. W szpitalu lekarze powiedzieli, że to "niedobra rzecz", ale tematu nie rozwinęli. Ja też nie, a termin SM był dla mnie wtedy czymś abstrakcyjnym. W 2008 r. pojawiło się: dyskretne osłabienie lewej ręki i nogi, "palenie" twarzy, więc szpital i leczenie pierwszego poważnego rzutu. Badania wykazały: plaki w mózgu i jeden w rdzeniu na wys. C2, brak prążków, lgG prawidłowe. Miałem wtedy 43 lata, więc już wtedy byłem "emerytem" wśród sm-owców. Przez dobrych kilka lat nic się nie działo, a raczej sm rozpoczęło dyskretną, "pełzającą" bitwę z moimi lewymi kończynami. Moją odpowiedzią było i jest przyjmowanie tecfidery (kiedyś BG0012) w ramach programu lekowego w Katowicach. W tej bitwie sm przyspiesza i chce wygrać. Od mniej więcej 2015 r. moja lewa strona jest coraz słabsza. Pojawił się przykurcz dłoni. Chodzę coraz gorzej. Najgorsze są bóle w lewej łydce, nazywam je prądami, nasilające się wieczorem, nie pozwalające zasnąć. Dwa tygodnie temu, po kolejnym pogorszeniu (rzut?) trafiłem do szpitala. Nie ukrywam, że dopiero teraz przestraszyłem się i doszło do mnie, że sm to poważna sprawa. Nie wiem, czy w moim przypadku nie występuje postać wtórnie postępująca. Co o tym sądzicie?
Pozdrawiam wszystkich, zwłaszcza tych, którym udało się przeczytać tak długie przedstawienie się. Chętnie rozwinę niektóre wątki mojej wypowiedzi.

