26-09-2016, 19:23
Przekazanie diagnozy wyglądało w moim przypadku tak:
Przyjęto mnie na okulistykę (PZNW) i stamtąd wysłano na rezonans, który odbył się wieczorem. Po całym dniu nie miałam siły na nic. Jak się jednak okazało później, mój mąż pogadał z panami wykonującymi badanie i dowiedział się, że wygląda to na SM. Powiedział mi o tym następnego dnia rano. Mnie ulżyło, bo panicznie bałam się, że to guz mózgu, więc się ucieszyłam, że "to tylko SM" (a że podejrzewałam to już kilka tygodni wcześniej, to dokształciłam się u doktora Google i doszłam do wniosku, że nie jest źle, z tym się żyje). W ciągu dnia przyszła do mnie jakaś pani neurolog, zbadała mnie i już zamierzała wychodzić, kiedy zapytałam się, czy to SM. Odpowiedziała, że prawdopodobnie tak. Ja na to: "Ale nic poważniejszego?" Na co ona popatrzyła się na mnie jak na wariatkę i powiedziała "Wie pani, SM to JEST poważna choroba". Kurtyna.
U psychiatry leczyłam się już wcześniej, więc diagnoza SM wiele nie zmieniła. Do psychologa poszłam prywatnie tak bardziej pro forma, pani nie powiedziała mi nic, z czego i tak nie zdawałabym sobie sprawy. Ale może ja miałam na tyle stabilną sytuację rodzinno-zawodową, że szczególnego psychologicznego wsparcia nie potrzebowałam.
Przyjęto mnie na okulistykę (PZNW) i stamtąd wysłano na rezonans, który odbył się wieczorem. Po całym dniu nie miałam siły na nic. Jak się jednak okazało później, mój mąż pogadał z panami wykonującymi badanie i dowiedział się, że wygląda to na SM. Powiedział mi o tym następnego dnia rano. Mnie ulżyło, bo panicznie bałam się, że to guz mózgu, więc się ucieszyłam, że "to tylko SM" (a że podejrzewałam to już kilka tygodni wcześniej, to dokształciłam się u doktora Google i doszłam do wniosku, że nie jest źle, z tym się żyje). W ciągu dnia przyszła do mnie jakaś pani neurolog, zbadała mnie i już zamierzała wychodzić, kiedy zapytałam się, czy to SM. Odpowiedziała, że prawdopodobnie tak. Ja na to: "Ale nic poważniejszego?" Na co ona popatrzyła się na mnie jak na wariatkę i powiedziała "Wie pani, SM to JEST poważna choroba". Kurtyna.
U psychiatry leczyłam się już wcześniej, więc diagnoza SM wiele nie zmieniła. Do psychologa poszłam prywatnie tak bardziej pro forma, pani nie powiedziała mi nic, z czego i tak nie zdawałabym sobie sprawy. Ale może ja miałam na tyle stabilną sytuację rodzinno-zawodową, że szczególnego psychologicznego wsparcia nie potrzebowałam.

