13-10-2016, 21:17
Cześć Areliee. Moje spostrzeżenie jest trochę inne... Może to nie Twój partner ciężej zniósł informację o Twojej chorobie, co Ty jesteś nad wyraz dzielna i super to znosisz?
Znam już trochę osób mających stwardnienie rozsiane, różne historie o diagnozie słyszałam. Nawet jeśli ktoś bardzo optymistycznie podchodzi do choroby oraz leczenia to pierwsze dni były zazwyczaj szokiem... Często był to nawet więcej niż szok - niedowierzenie, złość albo załamanie. Do optymistycznego spojrzenia na SM te osoby dochodziły po jakimś czasie. Niektórym zajmowało to kilka dni, innym kilka tygodni lub kilka miesięcy. Dlatego bardzo Cię podziwiam, dałabyś radę góry przenosić - widzę to. A przy przenoszeniu gór - stwardnienie rozsiane to taki pikiś, że na pewno dasz z tym radę. 
Twój chłopak może też dobrze to znosi, ale potrzebuje więcej czasu, żeby ochłonąć i przetrawić tę informację. Może po prostu jego dawanie rady wypada trochę gorzej na tle Twojego optymizmu?
Z ciekawości spytam, jak jest z leczeniem stwardnienia rozsianego na Węgrzech? Dostaniesz leki od ręki czy trzeba czekać tak, jak w Polsce?
Znam już trochę osób mających stwardnienie rozsiane, różne historie o diagnozie słyszałam. Nawet jeśli ktoś bardzo optymistycznie podchodzi do choroby oraz leczenia to pierwsze dni były zazwyczaj szokiem... Często był to nawet więcej niż szok - niedowierzenie, złość albo załamanie. Do optymistycznego spojrzenia na SM te osoby dochodziły po jakimś czasie. Niektórym zajmowało to kilka dni, innym kilka tygodni lub kilka miesięcy. Dlatego bardzo Cię podziwiam, dałabyś radę góry przenosić - widzę to. A przy przenoszeniu gór - stwardnienie rozsiane to taki pikiś, że na pewno dasz z tym radę. 
Twój chłopak może też dobrze to znosi, ale potrzebuje więcej czasu, żeby ochłonąć i przetrawić tę informację. Może po prostu jego dawanie rady wypada trochę gorzej na tle Twojego optymizmu?
Z ciekawości spytam, jak jest z leczeniem stwardnienia rozsianego na Węgrzech? Dostaniesz leki od ręki czy trzeba czekać tak, jak w Polsce?

