20-10-2016, 21:18
(19-10-2016, 12:37)Hercule napisał(a):(19-10-2016, 09:30)Jacek napisał(a): Moment diagnozy to chyba najgorsza chwila. Później są lepsze i gorsze dni, ale jakoś to stwardnienie rozsiane daje się ogarnąć.Jak się czuje Twój narzeczony?
Fizycznie czuje się dobrze, ja maniakalnie przy każdej okazji pytam go czy na pewno wszystko okej. Mam nadzieje, że niedługo mi to przejdzie, bo chciałabym żebyśmy mimo wszystko żyli normalnie. Tak jak kiedyś przeczytałam na forum: nie żyć samą chorobą, traktować ją jako dodatek do życia ale nie stawiać jej na pierwszym planie. Psychicznie również nie jest źle, on z natury jest baaaaardzo optymistycznie nastawiony do życia, czasem aż mu tego zazdroszczę bo ja pod tym względem jestem życiową pesymistką, a on taki wesołekMyślę, że muszę przejąć jego taktykę. Już tak staram się robić
Cześć. Przyzwyczaisz się, oboje się przyzwyczaicie, do stwardnienia rozsianego. A wtedy pewnie to ciągłe pytanie Ci przejdzie.
Zwłaszcza, że dla chorego nadmierna troska też może w pewnym momencie okazać się męcząca. Oczywiście każdy jest inny, ale mnie bardzo męczyło jak bliscy co chwile się pytali czy jest dobrze się czuję. Dobrze, że jesteście razem, we dwoje łatwiej. Optymistyczne nastawienie do życia też pomaga.

