30-04-2019, 07:38
wczoraj było pechowo. 4 godziny próbowali założyć mi wkłucie, nic nie chciało lecieć, jestem pokłuta jak poduszka do igieł. uparłam się, piłam i wymusiłam ostatnią próbę wkłucia, która się powiodła na szczęście bo nie chciałam iść do szpitala. lek był już rozpuszczony więc byłą wizja jego zmarnowania, w żadnej aptece tego nie mieli, było nerwowo, nikt nie wiedział co robić, zadzwoniłam ostatecznie do lekarki czując się już pod ścianą, oczywiście zgarnęłam za to ochrzan, że jej przeszkadzam. domyślam, że to jest mały pikuś ale jak na moje pierwsze zapasy z tym tematem to trochę mnie podenerwowały.
nadal się zastanawiam czy dwa dni wlewów przerwane na weekend i ostatni wlew po takiej przerwie to w ogóle będzie miało jakiś sens terapeutyczny? w sobotę odczucie przeczulicy było mniejsze ale w niedzielę znowu wróciło do poprzedniego poziomu. dziś rano po wczorajszym popołudniowym wlewie mam odczucie poprawy ale czy to się utrzyma, czy ten mój układ autoimmunologiczny odpuści wreszcie atak? no cóż wizytę mam dopiero w środę za tydzień, a co wy na to?
nadal się zastanawiam czy dwa dni wlewów przerwane na weekend i ostatni wlew po takiej przerwie to w ogóle będzie miało jakiś sens terapeutyczny? w sobotę odczucie przeczulicy było mniejsze ale w niedzielę znowu wróciło do poprzedniego poziomu. dziś rano po wczorajszym popołudniowym wlewie mam odczucie poprawy ale czy to się utrzyma, czy ten mój układ autoimmunologiczny odpuści wreszcie atak? no cóż wizytę mam dopiero w środę za tydzień, a co wy na to?
--
co ma być to będzie po co się zamartwiać...
co ma być to będzie po co się zamartwiać...

