29-09-2019, 01:31
Och jak ja to dobrze znam. Ktoś mi poradził, żebym się wybrała na takie spotkanie z innymi pacjentami, a ja to uznałam za z gruntu durny pomysł, bo tak samo nie chciałam mieć styczności z chorymi i z samą chorobą. Na początku nawet nie siadałam w poczekalni z innymi pacjentami czekającymi na odbiór leków tylko stałam jak kretynka na korytarzu. A potem się okazuje, że każdy zna kogoś kto ma SM. Wśród moich znajomych są przynajmniej 3 czy 4 takie osoby, które chorują. Wydaje mi się, że to jest po prostu długi proces akceptacji choroby. Naturalna kolej rzeczy. No i fajnie, że jesteś. Całkiem śmiesznie tu mamy

