23-10-2019, 17:10
Ja mogę się tylko obiema rękami podpisać pod radami koleżanek - idź do neurologa oraz na rezonans nawet prywatnie, bo spokój jest bezcenny.
Tylko że... Po pierwsze, prawdziwe objawy SM trudno przeoczyć, zignorować albo o nich zapomnieć, bo coś innego się wydarzyło. Ciężko je też sobie wmówić i wkręcić. PZNW polega na tym, że przestaje się widzieć. Niedowłady na tym, że traci się czucie i sprawność kończyn. Zawroty głowy polegają na tym, że nie można ustać prosto na nogach, o chodzeniu nie wspominając. I tak dalej. Tymczasem Ty musisz naprawdę usilnie się postarać, żeby jakiś objaw u siebie wypatrzyć. Owszem, miewamy dyskretne objawy, ale one zawsze towarzyszą tym bardzo wyraźnym. Jeszcze nie słyszałam, żeby u kogoś zdiagnozowano SM na podstawie lekkiego bólu oka.
Po drugie, jak czytam Twoje wypowiedzi, to czuję się, jakbym czytała własne sprzed lat. Też w ten sposób diagnozowałam sobie choroby, zwłaszcza ciężkie, najlepiej śmiertelne, ze szczególnym uwzględnieniem wszelkich nowotworów. Też doszukiwałam się i wczuwałam, czy coś mnie gdzieś boli, kłuje, uwiera, pobolewa, czy coś jest nie tak, czy na pewno dobrze widzę, czy mi coś zachwiało równowagę i tak dalej. Potrafiłam całe godziny spędzić na rozważaniu, czy mam np. guza mózgu. Teraz jednak wiem, na czym polegał mój problem i nie jest to SM, tylko zaburzenia psychiczne. Kiedy w końcu uległam rodzinie, żeby pójść do psychiatry i zaczęłam leczenie lekami p-dep ta cała hipochondria minęła jak ręką odjął. Okazało się jednak, że różne objawy nerwicowo-lękowo-depresyjne wracają, kiedy próbuję odstawić leki. Niestety muszę je brać cały czas, żeby nie wariować, co nie znaczy, że inna osoba z podobnym problemem też by musiała.
Kiedy zachorowałam na SM, to było coś zupełnie innego niż te moje doszukiwania się i samo-diagnozowania. To było wyraźne i konkretne, bez żadnego chyba źle widzę, jak patrzę w bok.
Doradzam więc wizytę u neurologa i badania, ale zaraz potem wizytę u psychiatry, bo masz problem i wydaje mi się, że nie jest nim SM.
Dodam jeszcze, że SM dzisiaj to zupełnie co innego niż 40, 20 czy nawet 10 lat temu (kiedy ja zachorowałam). Obecnie leki pozwalają zachować formę i niemal całkowitą sprawność. Myślę, że SM jest mniej uporczywe i mniej groźne niż dajmy na to cukrzyca, a nie słyszałam, żeby ktoś histeryzował, że może mieć cukrzycę. SM ma bardzo złą opinię, ludzie boją się go jak czarnego luda, a moim zdaniem jest to obecnie w większości przypadków dość łagodna choroba. Naprawdę nie ma się czego bać
.
Tylko że... Po pierwsze, prawdziwe objawy SM trudno przeoczyć, zignorować albo o nich zapomnieć, bo coś innego się wydarzyło. Ciężko je też sobie wmówić i wkręcić. PZNW polega na tym, że przestaje się widzieć. Niedowłady na tym, że traci się czucie i sprawność kończyn. Zawroty głowy polegają na tym, że nie można ustać prosto na nogach, o chodzeniu nie wspominając. I tak dalej. Tymczasem Ty musisz naprawdę usilnie się postarać, żeby jakiś objaw u siebie wypatrzyć. Owszem, miewamy dyskretne objawy, ale one zawsze towarzyszą tym bardzo wyraźnym. Jeszcze nie słyszałam, żeby u kogoś zdiagnozowano SM na podstawie lekkiego bólu oka.
Po drugie, jak czytam Twoje wypowiedzi, to czuję się, jakbym czytała własne sprzed lat. Też w ten sposób diagnozowałam sobie choroby, zwłaszcza ciężkie, najlepiej śmiertelne, ze szczególnym uwzględnieniem wszelkich nowotworów. Też doszukiwałam się i wczuwałam, czy coś mnie gdzieś boli, kłuje, uwiera, pobolewa, czy coś jest nie tak, czy na pewno dobrze widzę, czy mi coś zachwiało równowagę i tak dalej. Potrafiłam całe godziny spędzić na rozważaniu, czy mam np. guza mózgu. Teraz jednak wiem, na czym polegał mój problem i nie jest to SM, tylko zaburzenia psychiczne. Kiedy w końcu uległam rodzinie, żeby pójść do psychiatry i zaczęłam leczenie lekami p-dep ta cała hipochondria minęła jak ręką odjął. Okazało się jednak, że różne objawy nerwicowo-lękowo-depresyjne wracają, kiedy próbuję odstawić leki. Niestety muszę je brać cały czas, żeby nie wariować, co nie znaczy, że inna osoba z podobnym problemem też by musiała.
Kiedy zachorowałam na SM, to było coś zupełnie innego niż te moje doszukiwania się i samo-diagnozowania. To było wyraźne i konkretne, bez żadnego chyba źle widzę, jak patrzę w bok.
Doradzam więc wizytę u neurologa i badania, ale zaraz potem wizytę u psychiatry, bo masz problem i wydaje mi się, że nie jest nim SM.
Dodam jeszcze, że SM dzisiaj to zupełnie co innego niż 40, 20 czy nawet 10 lat temu (kiedy ja zachorowałam). Obecnie leki pozwalają zachować formę i niemal całkowitą sprawność. Myślę, że SM jest mniej uporczywe i mniej groźne niż dajmy na to cukrzyca, a nie słyszałam, żeby ktoś histeryzował, że może mieć cukrzycę. SM ma bardzo złą opinię, ludzie boją się go jak czarnego luda, a moim zdaniem jest to obecnie w większości przypadków dość łagodna choroba. Naprawdę nie ma się czego bać
.

