24-10-2019, 15:26
(24-10-2019, 09:16)Miriam napisał(a): Nie masz racji niestety w wielu kwestiach i uważam, że to co piszesz jest szkodliwe dla osób, które tak jak ja zmagały się z bardzo subtelnymi objawami. Ja niestety je bagatelizowałam, czego bardzo żałuję. Nie u każdego SM zaczyna się od rzutów, które zwalają od razu z nóg.
"prawdziwe objawy SM trudno przeoczyć, zignorować albo o nich zapomnieć, bo coś innego się wydarzyło" - otóż można. Pierwszym objawem u mnie był objaw Lehrmitte'a. Uznałam, że po prostu ćwiczyłam zbyt intensywnie, machnęłam na to ręką i szybko zapomniałam. Przypomniałam sobie o tym dwa lata później na izbie przyjęć, bo lekarz dokładnie o te objawy zapytał.
"PZNW polega na tym, że przestaje się widzieć." - nieprawda. PZNW może mieć bardzo różny przebieg. U mnie wystąpiło dwukrotnie i ani razu nie przestałam widzieć. U mnie objawem był ból przy poruszaniu gałką oczną i światłowstręt.
"Zawroty głowy polegają na tym, że nie można ustać prosto na nogach, o chodzeniu nie wspominając." - nieprawda. Można mieć zawroty głowy i chodzić normalnie. Jestem tego najlepszym przykładem. Skala zawrotów głowy może być bardzo różna. Ja się czułam jak po jednym piwie, chodziłam normalnie.
"Jeszcze nie słyszałam, żeby u kogoś zdiagnozowano SM na podstawie lekkiego bólu oka." - no niestety, mnie można byłoby zdiagnozować dokładnie na tej podstawie, gdybym się tym przejęła i dociekała przyczyny. Ale to olałam, bo samo przeszło po kilku dniach.
"Kiedy zachorowałam na SM, to było coś zupełnie innego niż te moje doszukiwania się i samo-diagnozowania. To było wyraźne i konkretne, bez żadnego chyba źle widzę, jak patrzę w bok." - u Ciebie było tak, a u innych może być inaczej. To jest choroba, która u każdej osoby przebiega zupełnie inaczej. Ja miałam lekkie i subtelne objawy przez 2 czy 3 lata zanim zostałam zdiagnozowana.
Nie chciałam tego pisać wcześniej wprost, bo nie chcę straszyć autorki posta, ale u mnie SM zaczęło się dokładnie tak jak opisuje. Dokładnie tak samo. I co, mnie też wyślesz do psychiatry? Ludzie latami nie są diagnozowani właśnie dlatego, że objawy SM wcale nie muszą być jednoznaczne i zwalające na dzień dobry z nóg. Nie są diagnozowani bo się ich posądza o hipochondrię, psychozę i nerwicę. To, że Ty taki problem wymagający leczenia psychiatrycznego miałaś - to jest Twój problem, Twoja sprawa. Nie wrzucaj wszystkich do jednego wora.
Rzeczywiście wyraziłam się niejasno. Miałam na myśli objawy, które towarzyszą rzutom, a jednak większość osób jest diagnozowanych właśnie przy okazji rzutu. Te subtelne objawy faktycznie można długo ignorować, ale rzutu już się raczej nie da, a rzut w końcu przyjdzie. W przypadku innej niż rzutowa postaci objawy też są raczej poważne.
Brak takich ciężkich objawów nie musi oznaczać braku SM (co najwyżej brak rzutu, a i to, z tego co piszesz, niekoniecznie), dlatego moja pierwsza sugestia dla nowej koleżanki brzmi: idź do neurologa i zrób rezonans. Nie "wysyłam" jej do psychiatry ZAMIAST tego, tylko PO tej wizycie. Po prostu bardzo mi się to, co pisze, kojarzy z moimi doświadczeniami. Wiem, że te skojarzenia mogą być błędne i że jej sytuacja może być zupełnie inna. Tylko podpowiadam do zastanowienia się. Autorka może z mojej sugestii skorzystać albo nie.

