05-11-2019, 19:00
Wątek, który powstał dość dawno, ale postanowiłam napisać tutaj niż tworzyć nowy.
Zrozumiałe, że pierwsze chwile po usłyszeniu diagnozy większość z Was, jak nie wszyscy, odczuwali strach, strach w zasadzie o wszystko. Jak będzie później, jak sobie z tym poradzę, czy dostanę leki, jakie leki, a co jak potrzebny będzie taki na który mnie stać. Później lęki związane z bliskimi, pracą i pewnie można tak wyliczać w nieskończoność.
Wiele z Was żyje z tą diagnozą już długo, dlatego to głównie do tych osób kieruje pytanie. Na pewno każdy na jakiś sposób starał się z tym pogodzić i normalnie żyć. Domniemam, że większość leczy się lub stosuje jakieś inne praktyki i to mu pomogło/pomaga.
Więc, czy mimo to macie dalej jakieś chwilę zawahania/ lęki? Jak sobie radzicie kiedy coś zaczyna się znowu pogarszać? Albo jak byście dzisiaj do takiej sytuacji podeszli?
W moim przypadku, choć choruje dopiero 2 lata, choroba do czasu wzięcia lemtrady przebiegała dość agresywnie. Dopiero, gdy wszystko zaczynało się poprawiać zaczęłam myśleć nad tym co zrobić żeby się z tym wewnętrznie pogodzić.
Cały czas miewam jakieś nieuzasadnione lęki w temacie sm, ale staram się "dyscyplinować". Powtarzam sobie, że jeżeli jest dobrze to warto po prostu wykorzystać ten czas, a nie zastanawiać się nad tym co będzie jak się pogorszy. Tak żeby właśnie potem nie żałować, że kiedy wszystko było dobrze to ja wpadałam w jakieś histerie. Bo z góry zakładam że zawsze może się pogorszyć, nie wiem czy to słuszne podejście do tematu sm.
Zrozumiałe, że pierwsze chwile po usłyszeniu diagnozy większość z Was, jak nie wszyscy, odczuwali strach, strach w zasadzie o wszystko. Jak będzie później, jak sobie z tym poradzę, czy dostanę leki, jakie leki, a co jak potrzebny będzie taki na który mnie stać. Później lęki związane z bliskimi, pracą i pewnie można tak wyliczać w nieskończoność.
Wiele z Was żyje z tą diagnozą już długo, dlatego to głównie do tych osób kieruje pytanie. Na pewno każdy na jakiś sposób starał się z tym pogodzić i normalnie żyć. Domniemam, że większość leczy się lub stosuje jakieś inne praktyki i to mu pomogło/pomaga.
Więc, czy mimo to macie dalej jakieś chwilę zawahania/ lęki? Jak sobie radzicie kiedy coś zaczyna się znowu pogarszać? Albo jak byście dzisiaj do takiej sytuacji podeszli?
W moim przypadku, choć choruje dopiero 2 lata, choroba do czasu wzięcia lemtrady przebiegała dość agresywnie. Dopiero, gdy wszystko zaczynało się poprawiać zaczęłam myśleć nad tym co zrobić żeby się z tym wewnętrznie pogodzić.
Cały czas miewam jakieś nieuzasadnione lęki w temacie sm, ale staram się "dyscyplinować". Powtarzam sobie, że jeżeli jest dobrze to warto po prostu wykorzystać ten czas, a nie zastanawiać się nad tym co będzie jak się pogorszy. Tak żeby właśnie potem nie żałować, że kiedy wszystko było dobrze to ja wpadałam w jakieś histerie. Bo z góry zakładam że zawsze może się pogorszyć, nie wiem czy to słuszne podejście do tematu sm.

