05-11-2019, 21:41
Ja choruję ponad 10 lat i na początku choroba mocno mnie przeczołgała. Bałam się za każdym razem, czy nie zbliża się nowy rzut, a pojawiały się co chwila i były bardzo ciężkie. Niewiele można było poradzić na ten strach. Pomagało trochę tłumaczenie sobie, że jestem pod profesjonalną opieką i że lekarz wie, co robi. Starałam się też skupiać na dniu dzisiejszym i myśleć, że przynajmniej ten dzień mija / minął bez rzutu ani pogorszenia.
A potem, kiedy choroba trochę wyhamowała, czyli minęło parę miesięcy bez rzutu, uspokajała mnie myśl, że jakby co, to najwyżej pójdę do szpitala na Solu i będzie spoko (ja znoszę Solu bardzo dobrze). Ale przede wszystkim zaczynałam się skupiać na innych sprawach, denerwować się innymi rzeczami (np. wystąpieniem na konferencji) i choroba schodziła na drugi plan. Teraz prawie o niej nie myślę, tzn. na ile się da, mając tyle spowodowanych nią problemów co ja.
A potem, kiedy choroba trochę wyhamowała, czyli minęło parę miesięcy bez rzutu, uspokajała mnie myśl, że jakby co, to najwyżej pójdę do szpitala na Solu i będzie spoko (ja znoszę Solu bardzo dobrze). Ale przede wszystkim zaczynałam się skupiać na innych sprawach, denerwować się innymi rzeczami (np. wystąpieniem na konferencji) i choroba schodziła na drugi plan. Teraz prawie o niej nie myślę, tzn. na ile się da, mając tyle spowodowanych nią problemów co ja.

