12-02-2020, 13:39
Hej, u mnie też zaczęło się od zawrotów głowy, z tym, że trwały one miesiąc i też towarzyszyły mi przy tym wymioty. Nie miałam siły nawet się podnieść i skorzystać z toalety, a kąpiele były koszmarem. Pierwsze co jak poszłam do lekarza, to dostałam skierowanie do laryngologa, a ten stwierdził zapalenie nerwu przedsionkowego w uchu i przepisał mi leki na ukrwienie błędnika, zlecił TK, na którym nic nie wykryto, więc wszyscy to zbagatelizowali, i tak "przechodziłam" chorobę. Przez 4 lata nie miałam żadnych dolegliwości, aż do dnia gdy stopniowo zaczęłam tracić wzrok w prawym oku. Z dnia na dzień przestawałam widzieć i poszłam prywatnie do okulisty, który "postawił diagnozę". Natychmiast kazał mi jechać do Gdańska, gdzie był jedyny oddział neurologii dziecięcej w pobliżu (miałam wtedy 17 lat). Tam miałam robione badanie MR, punkcję. Po punkcji wróciłam do domu i w dalszym ciągu bardzo źle się czułam, już nie tylko doskwierało mi oko, ale doszły drętwienia ciała i powróciły zawroty głowy. Lekarz prowadząca kazała dzwonić w razie czego, więc moja mama zadzwoniła do niej, gdy już naprawdę było źle. I wtedy przez telefon dostałam diagnozę, SM.

