Mały update mojego przypadku.
W związku z tym, że w ciągu ostatnich tygodni pierwszy raz od 2011 nasiliły się objawy, zdecydowałem się zrobić rezonans głowy i szyi. Ostatni miałem w 2013 - czysty. Wtedy również byłem w szpitalu gdzie punkcja także była ok, z racji tej i wcześniejszych badań wykluczono SM i kazano mi się kontrolować. Od 2011 stale mam mrowienia całego ciała 24/7, fascykulacje i objawy związane z widzeniem.
Rezonans magnetyczny 1,5 T. Powiedziano mi przed badaniem, że w razie zauważenia czegoś, zostanie mi podany kontrast. Nie podano go.
Żadnych ognisk nie ma. Ani w głowie, ani w badanym rdzeniu szyjnym. Potwierdzone raz jeszcze zostały protruzje i wstęp do dyskopatii kręgów szyjnych. Jeszcze u lekarza nie byłem, ale w kontekście mojej całej historii badań, wydaje mi się, że to kolejny argument za tym, że SM u mnie nie ma.
Moja skromna teoria jest taka:
Wychodzi chyba na to, że w tym 2011 z jakichś przyczyn (może kręgosłup) zdrętwiał mi palec na wiele tygodni (podobnie jak teraz). Naczytałem się wówczas o SM. Zacząłem być wyczulony na wszelkie objawy. Nabawiłem się nerwicy i w pewien sposób panicznie bojąc się rozwoju symptomów, doprowadziłem do tego, że one faktycznie się urzeczywistniły i mózg "zaczął je tworzyć".
Czytałem kiedyś, że niektórzy bojąc się śniegu optycznego, nasilonych powidoków w końcu je zauważają. Już na zawsze.
W związku z tym, że w ciągu ostatnich tygodni pierwszy raz od 2011 nasiliły się objawy, zdecydowałem się zrobić rezonans głowy i szyi. Ostatni miałem w 2013 - czysty. Wtedy również byłem w szpitalu gdzie punkcja także była ok, z racji tej i wcześniejszych badań wykluczono SM i kazano mi się kontrolować. Od 2011 stale mam mrowienia całego ciała 24/7, fascykulacje i objawy związane z widzeniem.
Rezonans magnetyczny 1,5 T. Powiedziano mi przed badaniem, że w razie zauważenia czegoś, zostanie mi podany kontrast. Nie podano go.
Żadnych ognisk nie ma. Ani w głowie, ani w badanym rdzeniu szyjnym. Potwierdzone raz jeszcze zostały protruzje i wstęp do dyskopatii kręgów szyjnych. Jeszcze u lekarza nie byłem, ale w kontekście mojej całej historii badań, wydaje mi się, że to kolejny argument za tym, że SM u mnie nie ma.
Moja skromna teoria jest taka:
Wychodzi chyba na to, że w tym 2011 z jakichś przyczyn (może kręgosłup) zdrętwiał mi palec na wiele tygodni (podobnie jak teraz). Naczytałem się wówczas o SM. Zacząłem być wyczulony na wszelkie objawy. Nabawiłem się nerwicy i w pewien sposób panicznie bojąc się rozwoju symptomów, doprowadziłem do tego, że one faktycznie się urzeczywistniły i mózg "zaczął je tworzyć".
Czytałem kiedyś, że niektórzy bojąc się śniegu optycznego, nasilonych powidoków w końcu je zauważają. Już na zawsze.

