06-02-2017, 16:05
Temat niestety stał się dla mnie aktualny po rozpadzie związku. Mam teraz nowe spostrzeżenia i mieszane uczucia w tym względzie. Stwardnienie rozsiane nie jest zaraźliwie, potencjalnemu partnerowi nic nie grozi z naszej strony. Czy koniecznie trzeba się z choroby tłumaczyć na dzień dobry? Uprzedzać jakby tej drugiej osobie coś groziło? Randka to jeszcze nie małżeństwo… Czy muszę się od początku znajomości stawiać się po tej gorszej stronie i ucieszyć się, gdy potencjalny parter będzie wspaniałomyślny i powie, że mu to nie przeszkadza. Czy to taki wielki heroizm związać się z chorym na SM? Czy choroba sprawiła, że jestem inną kobietą?
Może przemawia przeze mnie rozgoryczenie.
Może przemawia przeze mnie rozgoryczenie.

