08-02-2017, 14:32
Mnie ten temat nie dotyczy, bo w momencie diagnozy byłam już od kilku lat mężatką i teraz nadal nią jestem
.
Ale co szkodzi poteoretyzować
.
Wydaje mi się, że lepiej nie wyskakiwać z informacją o SM na przysłowiowej pierwszej randce. Chodzi bowiem o to, żeby druga osoba miała szansę nas poznać jako człowieka ze swoimi zainteresowaniami, poglądami, sposobem życia itd. Jeśli powiemy o SM od razu, będziemy postrzegani już zawsze przez pryzmat choroby. A chodzi przecież o to, żeby patrzyli na nas jako na osobę, która jest taka i taka, interesuje się tym i tym, lubi to i to itd., a OPRÓCZ TEGO jest chora na SM. Ale też nie należy przesadnie zwlekać z tą informacją. Myślę jednak, że to i tak wyjdzie w toku rozmów, planów itp, np. facet rzuca pomysł całodniowej wycieczki rowerowej, a my mówimy, że cały dzień to może nie, bo łatwo się męczymy - a dlaczego? - a bo mam taki problem zdrowotny.
Moje dotychczasowe doświadczenia z facetami pokazują też, że jeśli się zaangażują i są zakochani, to nic im nie przeszkadza, a jeśli nie są pewni swoich uczuć, to przeszkadza im byle drobiazg (mój kolega zerwał wieloletni związek, bo jego dziewczyna nie wyciągała prania z pralki tak szybko, jak by sobie życzył, po czym poznał inną dziewczynę, oszalał na jej punkcie i za parę miesięcy był już zaobrączkowany
dodam, że to jest bardzo udane małżeństwo). Ale żeby się zakochali, to muszą nas poznać jako taką a nie inną dziewczynę, a nie przede wszystkim chorą na SM. A w ogóle, to moje doświadczenia wskazują, że pierwszorzędne znaczenie ma dla facetów wygląd. I to jest dobre o tyle, że wyglądem jest stosunkowo łatwo manipulować, a po drugie, męskie gusta są tak zróżnicowane, że prawie nie ma kobiet, które nikomu by się nie mogły spodobać. Naprawdę. I jeśli wygląd mieści się w przyjętych przez faceta ramach, to reszta może być miłym bonusem albo drobną wadą
.
.Ale co szkodzi poteoretyzować
.Wydaje mi się, że lepiej nie wyskakiwać z informacją o SM na przysłowiowej pierwszej randce. Chodzi bowiem o to, żeby druga osoba miała szansę nas poznać jako człowieka ze swoimi zainteresowaniami, poglądami, sposobem życia itd. Jeśli powiemy o SM od razu, będziemy postrzegani już zawsze przez pryzmat choroby. A chodzi przecież o to, żeby patrzyli na nas jako na osobę, która jest taka i taka, interesuje się tym i tym, lubi to i to itd., a OPRÓCZ TEGO jest chora na SM. Ale też nie należy przesadnie zwlekać z tą informacją. Myślę jednak, że to i tak wyjdzie w toku rozmów, planów itp, np. facet rzuca pomysł całodniowej wycieczki rowerowej, a my mówimy, że cały dzień to może nie, bo łatwo się męczymy - a dlaczego? - a bo mam taki problem zdrowotny.
Moje dotychczasowe doświadczenia z facetami pokazują też, że jeśli się zaangażują i są zakochani, to nic im nie przeszkadza, a jeśli nie są pewni swoich uczuć, to przeszkadza im byle drobiazg (mój kolega zerwał wieloletni związek, bo jego dziewczyna nie wyciągała prania z pralki tak szybko, jak by sobie życzył, po czym poznał inną dziewczynę, oszalał na jej punkcie i za parę miesięcy był już zaobrączkowany
dodam, że to jest bardzo udane małżeństwo). Ale żeby się zakochali, to muszą nas poznać jako taką a nie inną dziewczynę, a nie przede wszystkim chorą na SM. A w ogóle, to moje doświadczenia wskazują, że pierwszorzędne znaczenie ma dla facetów wygląd. I to jest dobre o tyle, że wyglądem jest stosunkowo łatwo manipulować, a po drugie, męskie gusta są tak zróżnicowane, że prawie nie ma kobiet, które nikomu by się nie mogły spodobać. Naprawdę. I jeśli wygląd mieści się w przyjętych przez faceta ramach, to reszta może być miłym bonusem albo drobną wadą
.

