26-12-2020, 08:43
Ja dostałam się do programu trochę za późno. Szansę, że tecfidera pomoże były 50/50. Wtedy jeszcze nie odczuwałam SM tak mocno. Teraz z miesiąca na miesiąc jest gorzej. Od 2017 roku choroba robi swoje i poniewiera na każdym kroku. Nie ma już rzutów, swoje robią zmiany, które są. Te same odległości są coraz dłuższe, najprostsze rzeczy stają się mordegą. Np. siedzenie w jednym miejscu. Fajnie jest się spotkać z rodziną w święta, ale maks godzinkę. Oczywiście jak chce wyjść to czemu tak szybko. A ja wstać nie mogę, zaczynam chodzić jak RoboCop i muszę się nagimnastykowac żeby się jakoś pozbierać. Z jedzeniem też jest problem, bo nie ma opcji żebym nie naswinila wokół siebie.
Ja tylko nie potrafię zrozumieć, dlaczego mi nie chcą zabrać tego pseudoleczenia. Bo przejdę dwa metry w gabinecie?bo nie ma nic nowego w rezonansie? Nie chce sama się z tego wypisywać, bo jak wejdzie cokolwiek nowego, to powrót do programu będzie raczej ciężki.
Ja tylko nie potrafię zrozumieć, dlaczego mi nie chcą zabrać tego pseudoleczenia. Bo przejdę dwa metry w gabinecie?bo nie ma nic nowego w rezonansie? Nie chce sama się z tego wypisywać, bo jak wejdzie cokolwiek nowego, to powrót do programu będzie raczej ciężki.
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...

