27-12-2020, 15:57
(27-12-2020, 14:29)gregory napisał(a):Ja jak najbardziej jestem za tym, żeby o własnej chorobie dużo wiedzieć. Wiedza daje narzędzia do zarządzania naszym zdrowiem, dbania o nie jak najlepiej. Natomiast, jako że sm jest kompletnie nieprzewidywalne, wiedza nie daje nam wcale wglądu w to, co się kiedyś wydarzy. Uważam, że nie warto ograniczać się w żaden sposób tym, co może, a nie musi się wydarzyć i dostosowywać swoich planów do najgorszego możliwego scenariusza. Nikt z nas, zdrowy czy chory, nie wie, co się kiedyś wydarzy.(27-12-2020, 14:05)Iris napisał(a):Oczywoscie ze nie ma sie co zastanawiac, wiem ze kazdy ma inaczej. Tak wiem zgadzam sie z wami.. i nie zadręczam sie tym bytnio ale warto wiedziec wiecej niz mniej. Ale kazdy z nas ma plany i warto wiedziec co moze sie dziac za x lat i jak moze to je pokrzyżować.(27-12-2020, 10:53)JMonika79 napisał(a): Rozumiem o co Ci chodziło zakładając ten post, ale Tak naprawdę MS to choroba o wielu twarzach i tysiącach scenariuszy . To są fakty bez owijania w bawełnę. Na dwoje babka wróżyła, jednego pokręci drugiego nie. Na to co może ta choroba szykować dla Ciebie (bądź nie) nie da sie przygotować w żaden sposób. Będziesz sie z tym mierzył wtedy gdy przyjdzie Ci się zmierzyć. Jeśli mam myśleć realistyczne ale negatywnie to wolę o tym nie myśleć wcale. Jesli mam skończyć w pieluchach, połślepa i na wózku to wolę sie tym nie zamartwiac x lat naprzód tylko żyć pełnią życia i czerpać z niego ile wlezie. Jaki jest sens katowania samego siebie? Tym bardziej na zasadzie zgaduj zgadula bądź na postawie czyichś doświadczeń?Oczywiście, że nie ma sensu się zastanawiać, zgadzam się z tym całkowicie. Przecież nikt nie wie, jak będzie wyglądało jego zdrowie za 10 czy 20 lat, nawet osoby, które dziś nie borykają się z żadnym schorzeniem. Czy ktokolwiek zastanawia się, czy za x lat nie będzie miał wypadku, który go unieruchomi albo jakiejś choroby, która go zabije? Nie. Więc dlaczego my mamy się nad tym zastanawiać. Trzeba się leczyć, to nie podlega dyskusji, ale nie należy się katować rozważaniami nad czymś, co się wydarzy lub nie. Przechodząc pod budynkiem, nikt nie rozważa, czy spadnie mu cegła na głowę, a przecież takie rzeczy też się zdarzają
Jest tu wielu zjadaczy tecfidery. Jestem jednym z nich. I tak, z nadzieją i wiarą przyjmuje ten lek. Przykro mi, że w niektórych przypadkach nie pomaga, ale to nie znaczy że we wszystkich.


