18-09-2021, 10:40
Mam do wszystkich pytanie, czy musieli kiedyś zmagać się z żałobą po odejściu bliskiej osoby, a jeśli tak, to jak sobie z tym poradzili.
Na początku września odeszła moja mama. Miała czerniaka. Nigdy się nie opalała, wręcz unikała słońca. Podejrzaną zmianę na pieprzyku zauważyła rok temu, szybko zaczęła leczenie, ale choroba była szybsza. Przez ostatni rok normalnie się jednak kontaktowałyśmy, rozmawiałyśmy przez telefon (mieszkamy w innych miastach), wszystko było jak zawsze. Dramatyczny był tak naprawdę ostatni miesiąc, który mama spędziła więcej w szpitalach niż w domu. Mam jednak poczucie, że jej odejście było nagłe, mimo długiej choroby. Boli mnie też, że nastąpiło to tak wcześnie, miała zaledwie 66 lat.
Nie mogę sobie poradzić z tą sytuacją. Czuję się ciągle zmęczona, nie mogę się skupić, boję się co będzie, kiedy zacznie się rok akademicki i będę musiała prowadzić zajęcia. Mam straszne wahania nastroju, czasami się śmieję, a za chwilę płaczę. Czuję też, że odbija się to wszystko na stanie mojego zdrowia. Do końca sierpnia chodziłam na rehab, było lepiej, ale teraz to wszystko poszło jakby w piach. Na pogrzebie osoby, które nie wiedzą o mojej chorobie, pytały czemu tak kuleję, odpowiadałam, że to ze stresu. Nie wiem, co robić. Na pewno sytuacji nie ułatwia fakt, że jestem jedynaczką i nie mam własnych dzieci, a tata, który teraz został sam, mieszka 300 km dalej.
Czy ktoś z Was zmagał się z podobną sytuacją i sobie poradził?
Na początku września odeszła moja mama. Miała czerniaka. Nigdy się nie opalała, wręcz unikała słońca. Podejrzaną zmianę na pieprzyku zauważyła rok temu, szybko zaczęła leczenie, ale choroba była szybsza. Przez ostatni rok normalnie się jednak kontaktowałyśmy, rozmawiałyśmy przez telefon (mieszkamy w innych miastach), wszystko było jak zawsze. Dramatyczny był tak naprawdę ostatni miesiąc, który mama spędziła więcej w szpitalach niż w domu. Mam jednak poczucie, że jej odejście było nagłe, mimo długiej choroby. Boli mnie też, że nastąpiło to tak wcześnie, miała zaledwie 66 lat.
Nie mogę sobie poradzić z tą sytuacją. Czuję się ciągle zmęczona, nie mogę się skupić, boję się co będzie, kiedy zacznie się rok akademicki i będę musiała prowadzić zajęcia. Mam straszne wahania nastroju, czasami się śmieję, a za chwilę płaczę. Czuję też, że odbija się to wszystko na stanie mojego zdrowia. Do końca sierpnia chodziłam na rehab, było lepiej, ale teraz to wszystko poszło jakby w piach. Na pogrzebie osoby, które nie wiedzą o mojej chorobie, pytały czemu tak kuleję, odpowiadałam, że to ze stresu. Nie wiem, co robić. Na pewno sytuacji nie ułatwia fakt, że jestem jedynaczką i nie mam własnych dzieci, a tata, który teraz został sam, mieszka 300 km dalej.
Czy ktoś z Was zmagał się z podobną sytuacją i sobie poradził?

