19-09-2021, 12:08
Witam.
20 kwietnia 2020 zmarł mój TATA. Nagle, wyszedł na papierosa i już nie wrócił. Na nic nie chorował, na nic się nie skarżył. Miał skończone 60 lat. Śmierć przyszła po Niego jak złodziej. Do tej pory tak się czujemy.
Od tego momentu posypałam się. Tzn ból kręgosłupa (jak przy rwie kulszowej), ciśnienie dobre za to puls przekraczający nawet 100. Miałam incydent z trzesącą się ręką- nie mogłam się nawet napić wody bo tak się trzęsła (trwało to może 1 dzień).
Dr z programu nic nie stwierdził bo rezonans głowy czysty.
Kardiolog zapisał mi tabletki i jest już ok.
Aby przejść przez żałobę trzeba dużo czasu i sił.
Ps. Pomaga ucieczka w pracę, którą się lubi. I w moim przypadku codzienne odwiedziny (jak tylko można było) TATY na cmentarzu i rozmowa z Nim o tym co akurat przeżywam, z czym się zmagam, o miłości (rozmawiałam z Nim o wszystkim).
Pozdrawiam i życzę dużo sił
20 kwietnia 2020 zmarł mój TATA. Nagle, wyszedł na papierosa i już nie wrócił. Na nic nie chorował, na nic się nie skarżył. Miał skończone 60 lat. Śmierć przyszła po Niego jak złodziej. Do tej pory tak się czujemy.
Od tego momentu posypałam się. Tzn ból kręgosłupa (jak przy rwie kulszowej), ciśnienie dobre za to puls przekraczający nawet 100. Miałam incydent z trzesącą się ręką- nie mogłam się nawet napić wody bo tak się trzęsła (trwało to może 1 dzień).
Dr z programu nic nie stwierdził bo rezonans głowy czysty.
Kardiolog zapisał mi tabletki i jest już ok.
Aby przejść przez żałobę trzeba dużo czasu i sił.
Ps. Pomaga ucieczka w pracę, którą się lubi. I w moim przypadku codzienne odwiedziny (jak tylko można było) TATY na cmentarzu i rozmowa z Nim o tym co akurat przeżywam, z czym się zmagam, o miłości (rozmawiałam z Nim o wszystkim).
Pozdrawiam i życzę dużo sił

