22-09-2021, 10:46
Dziewczyny, bardzo dziękuję za ciepłe słowa
Wychodzi na to, że tylko czas może przynieść coś w rodzaju ulgi. Mam wrażenie, że na razie jakaś głębka część mnie nie przyjmuje do wiadomości odejścia mamy. Czuję się trochę tak, jakby wyjechała i miała w końcu wrócić. Co rusz łapię się na tym, że myślę, co powiem mamie i co ona mi powie, kiedy się zobaczymy. Mam nadzieję, że to minie, bo jest to bardzo męczące.
Wiem, że niektórzy przyjmują takie podejście, żeby "rozmawiać" ze zmarłymi, mój tata chyba taak robi, ale ja jestem na to zbyt racjonalna
Kupiłam sobie książkę na temat żałoby, jest bardzo dobra, ale kiedy ją czytam, to ciągle myślę o swojej stracie i to na mnie źle działa, więc na razie ją odłożyłam. Ale przeczytałam na razie, że żałoba jest bardzo indywidualna, każdy przechodzi ją na swój sposób i każde emocje są naturalne i normalne, nie należy się do niczego zmuszać. Więc postępuję tylko tak, jak czuję, że tego chcę albo nie chcę.
Wychodzi na to, że tylko czas może przynieść coś w rodzaju ulgi. Mam wrażenie, że na razie jakaś głębka część mnie nie przyjmuje do wiadomości odejścia mamy. Czuję się trochę tak, jakby wyjechała i miała w końcu wrócić. Co rusz łapię się na tym, że myślę, co powiem mamie i co ona mi powie, kiedy się zobaczymy. Mam nadzieję, że to minie, bo jest to bardzo męczące.
Wiem, że niektórzy przyjmują takie podejście, żeby "rozmawiać" ze zmarłymi, mój tata chyba taak robi, ale ja jestem na to zbyt racjonalna
Kupiłam sobie książkę na temat żałoby, jest bardzo dobra, ale kiedy ją czytam, to ciągle myślę o swojej stracie i to na mnie źle działa, więc na razie ją odłożyłam. Ale przeczytałam na razie, że żałoba jest bardzo indywidualna, każdy przechodzi ją na swój sposób i każde emocje są naturalne i normalne, nie należy się do niczego zmuszać. Więc postępuję tylko tak, jak czuję, że tego chcę albo nie chcę.

