01-11-2021, 22:10
To jest nowa, trudna sytuacja dla was obojga. Na początku to jest takie lekkie niedowierzanie. Niby znasz diagnozę, przyjmujesz to do wiadomości, zdajesz sobie sprawę, zaczynasz czytać o konsekwencjach zdrowotnych choroby i myślisz sobie "Nie no, nie może być przecież aż tak źle. Ze mną będzie inaczej". I wtedy zaczyna się przeszukiwanie Internetu: cudowne diety, modlitwy do Św. Kunegundy (bez obrazy osób wierzących), terapie światłem, cieniem, wrzątkiem, energią z Kosmosu, czy artykuły w stylu "Jak pokonać SM bez leków" ... I tak zaczynasz to wszystko czytać i wierzyć z nadzieją jak ten tonący, który chwytał się brzytwy
Do tego dochodzą jeszcze pierdyliardy suplementów, które zaczynasz łykać, bo przecież "w końcu coś musi działać skoro tak napisali"
Kiedy do mnie dzwoniła moja siostra i kolejny raz wspominała o jakiejś cudownej diecie czy eliminacji niektórych produktów to momentami myślałam, że krew mnie zaleje ...
A ona chciała dobrze. Ale czasem taka troska daje odwrotny efekt. A nawiązanie do niepełnosprawności i rozstania to nic innego, jak świadomość, że stanie się dla Ciebie ciężarem i ta świadomość wywołuje w nim poczucie bezradności, a co za tym idzie - złość i niestety agresję
.
Myślę, że psycholog ta dobra pomoc w uporaniu się z własnymi emocjami, ale nic na siłę. Twój mąż musi tego chcieć.
Do tego dochodzą jeszcze pierdyliardy suplementów, które zaczynasz łykać, bo przecież "w końcu coś musi działać skoro tak napisali"
Kiedy do mnie dzwoniła moja siostra i kolejny raz wspominała o jakiejś cudownej diecie czy eliminacji niektórych produktów to momentami myślałam, że krew mnie zaleje ...
A ona chciała dobrze. Ale czasem taka troska daje odwrotny efekt. A nawiązanie do niepełnosprawności i rozstania to nic innego, jak świadomość, że stanie się dla Ciebie ciężarem i ta świadomość wywołuje w nim poczucie bezradności, a co za tym idzie - złość i niestety agresję
. Myślę, że psycholog ta dobra pomoc w uporaniu się z własnymi emocjami, ale nic na siłę. Twój mąż musi tego chcieć.
~ Warto czasem złapać bliznę od życia, by unieść ręce wraz z ostatnim gwizdkiem.


