Cześć Aniu.
Witamy na Forum.
Super, że diagnoza przebiegła u Ciebie szybko, i że od razu trafiłaś do programu. To ponoś najważniejsze, żeby leczenie rozpocząć jak najszybciej, póki człowiek sprawny. Daje to nadzieję, że sprawnym pozostanie na bardzo długo.
Chyb każdy, po usłyszeniu diagnozy, wraca myślami do rożnych, dziwnych przypadłości, jakie mu się przytrafiły, a które kiedyś wydawały się błahe i nic nie znaczące. Teraz zaczynamy "łączyć kropki" i podejrzewamy, że to mogły już być pierwsze sygnały. Ale teraz nie maa już co tego rozpamiętywać. Było, minęło i już się tego nie zmieni.
Diagnozę trzeba sobie "przetrawić", może przegadać, jeśli jest z kim. Może wydawać się, że już ją akceptujemy, ale gdzieś w środku jeszcze to siedzi i gryzie. Niektóre objawy somatyczne też mogą z tego wynikać. Potrzeba czasu. Ja od pierwszych objawów do oficjalnej diagnozy miałem 14 lat, więc i czas, żeby się z tym pogodzić.
Sulu potrafi czasem namieszać w organizmie i to u każdego inaczej. Ja pierwsze wlewy miałem bez skutków ubocznych, za drugim razem podobnie, a za trzecim razem bezsenność, osłabienie i jakieś takie "rozbicie".
Jeśli chodzi o Betaferon (też zażywam), to na początku trochę mnie przetrzepały objawy grypopodobne, ale ja od początku brałem pełną dawkę. Najgorsze noce po pierwszych trzech, może czterech zastrzykach. Później objawy stopniowo łagodniały i po jakimś miesiącu ustały zupełnie. Z czasem jedynie zaobserwowałem pogorszenie nastroju, ale nie wiem, czy to przez Betaferon, SM czy po prostu mój wrodzony pesymizm.
A takie zagubienie co do myśli o przyszłości też jest jak najbardziej normalne. Ja mam tak samo. Jednego dnia : "wszystko będzie OK!", a kolejnego: "kiedy skończę na wózku...?". Na szczęście na razie, po dwóch latach "oficjalnej" choroby i przyjmowaniu leku sprawność fizyczna nie zmieniła się, tzn. nadal normalnie działam. Schudłem jedynie 15kg.
Ale nie ukrywam, że u mnie przystosowanie otoczenia cały czas jest gdzieś z tyłu głowy i planowany na nieokreśloną przyszłość remont łazienki będzie raczej uwzględniał ułatwienia. Zwłaszcza, że mam perspektywę bycia na starość samemu. Nawet samochód "robię sobie" z takimi założeniami, choć oficjalnie "robię, bo lubię". 
A czytając Twojego posta, mam wrzenie, że nie potrzebujesz "szukać tutaj na sile nadziei w pozytywnych historiach", bo optymizm aż z niego bije
I tak trzymaj
Pozdrawiam.
Witamy na Forum.Super, że diagnoza przebiegła u Ciebie szybko, i że od razu trafiłaś do programu. To ponoś najważniejsze, żeby leczenie rozpocząć jak najszybciej, póki człowiek sprawny. Daje to nadzieję, że sprawnym pozostanie na bardzo długo.

Chyb każdy, po usłyszeniu diagnozy, wraca myślami do rożnych, dziwnych przypadłości, jakie mu się przytrafiły, a które kiedyś wydawały się błahe i nic nie znaczące. Teraz zaczynamy "łączyć kropki" i podejrzewamy, że to mogły już być pierwsze sygnały. Ale teraz nie maa już co tego rozpamiętywać. Było, minęło i już się tego nie zmieni.
Diagnozę trzeba sobie "przetrawić", może przegadać, jeśli jest z kim. Może wydawać się, że już ją akceptujemy, ale gdzieś w środku jeszcze to siedzi i gryzie. Niektóre objawy somatyczne też mogą z tego wynikać. Potrzeba czasu. Ja od pierwszych objawów do oficjalnej diagnozy miałem 14 lat, więc i czas, żeby się z tym pogodzić.
Sulu potrafi czasem namieszać w organizmie i to u każdego inaczej. Ja pierwsze wlewy miałem bez skutków ubocznych, za drugim razem podobnie, a za trzecim razem bezsenność, osłabienie i jakieś takie "rozbicie".
Jeśli chodzi o Betaferon (też zażywam), to na początku trochę mnie przetrzepały objawy grypopodobne, ale ja od początku brałem pełną dawkę. Najgorsze noce po pierwszych trzech, może czterech zastrzykach. Później objawy stopniowo łagodniały i po jakimś miesiącu ustały zupełnie. Z czasem jedynie zaobserwowałem pogorszenie nastroju, ale nie wiem, czy to przez Betaferon, SM czy po prostu mój wrodzony pesymizm.
A takie zagubienie co do myśli o przyszłości też jest jak najbardziej normalne. Ja mam tak samo. Jednego dnia : "wszystko będzie OK!", a kolejnego: "kiedy skończę na wózku...?". Na szczęście na razie, po dwóch latach "oficjalnej" choroby i przyjmowaniu leku sprawność fizyczna nie zmieniła się, tzn. nadal normalnie działam. Schudłem jedynie 15kg.
Ale nie ukrywam, że u mnie przystosowanie otoczenia cały czas jest gdzieś z tyłu głowy i planowany na nieokreśloną przyszłość remont łazienki będzie raczej uwzględniał ułatwienia. Zwłaszcza, że mam perspektywę bycia na starość samemu. Nawet samochód "robię sobie" z takimi założeniami, choć oficjalnie "robię, bo lubię". 
A czytając Twojego posta, mam wrzenie, że nie potrzebujesz "szukać tutaj na sile nadziei w pozytywnych historiach", bo optymizm aż z niego bije
I tak trzymaj
Pozdrawiam.

