Mi też się udało z tym rezonansem w miarę szybko, więc od pierwszej wizyty w poradni do rozpoczęcia leczenia minął niecały miesiąc. I też pamiętam, że jak wróciłam do domu z tymi zastrzykami i całym oprzyrządowaniem, czyli autowstrzykiwaczem, pojemniczkiem na zużyte igły, torbą termiczną i jak tak na to wszystko patrzyłam, to też byłam przerażona. W ogóle nie wiedziałam co mam myśleć o tym wszystkim. Ale teraz, już po ponad dwóch latach, zastrzyki robię po prostu machinalnie. Chyba do wszystkiego da się przyzwyczaić...

