Hej, dzięki za odp. Generalnie to ja się już przyzwyczaiłem do tego, że coś mi dolega i oswoiłem z myślą, że mogę mieć SM czy Parkinsona. Co do boreliozy, to nie diagnozowałem się jeszcze na to. Generalnie przez ostatnie lata trochę osłabiłem swój organizm, leczyłem się na nerwicę lękową sertraliną, xanaxem itp, co dodatkowo zapijałem alkoholem. W zasadzie niedawno wyszedłem z nałogów no i próbowałem sobie wmawiać, że to może nawrót nerwicy albo syndrom odstawienny, ale coś zbyt długo trwa hehe. W zasadzie teraz sobie przypomniałem jedną rzecz. W 2019 roku, jakoś w wakacje obudziłem się z brakiem czucia w lewej ręce, gdzieś mniej więcej od nadgarstka po łokieć. Myślałem, że zdrętwiała, ale nie przeszło. Poszedłem na SOR, zrobiono mi badania, które (jak zwykle zresztą) nic nie wykazały, więc odesłano mnie do domu. Czucie wróciło, ale po 2 tygodniach. Generalnie boję się SM tylko z jednego powodu- panicznie boję się punkcji
. I choć nie mam jeszcze diagnozy, to jakoś czuję pismo nosem, że to jest to. Generalnie czy przy odpowiednim leczeniu objawów można nie odczuwać latami? Powiedzmy, biegać, ćwiczyć, żyć jakby choroby nie było?
. I choć nie mam jeszcze diagnozy, to jakoś czuję pismo nosem, że to jest to. Generalnie czy przy odpowiednim leczeniu objawów można nie odczuwać latami? Powiedzmy, biegać, ćwiczyć, żyć jakby choroby nie było?

