Cześć! Ja też panicznie bałam się punkcji, ale w końcu chcąc wiedzieć na pewno co mi jest, zdecydowałam się na nią. Błędem było czytanie głupot w internecie, bo szłam do szpitala z takim nastawieniem, że już pewnie z niego nie wyjdę o własnych siłach. Ale okazało się że to ani specjalnie nie bolało - zwykle ukłucie w plecy, ani nie trzeba było leżeć plackiem nieruchomo, jak to niektórzy w internecie pisali... Normalnie można było iść do toalety, czy zjeść jak człowiek. Trzeba po prostu nie snuć się bez celu i leżeć w łóżku jak najwięcej. Pomimo leżenia i tak miałam zespół popunkcyjny, ale normalnie dostawałam leki przeciwbólowe i było w miarę. Po tygodniu ból głowy ustąpił całkowicie. Więc nie masz się czego obawiać tak naprawdę. To jest zupełnie do przeżycia.
Co do leczenia i normalnego życia - jasne że da się żyć. Ja się leczę i żyję normalnie. Czasem zdarzają się np. zaburzenia czucia czy zawroty głowy, ale to mija. Mogę biegać, ćwiczyć. Choć teraz mam w tym przerwę z uwagi na ciążę. Ale ogólnie wszystko jest naprawdę ok. Rzutu nie miałam od kilku lat. Oczywiście są ludzie z bardziej agresywną wersją choroby, ale trzeba myśleć pozytywnie. Naprawdę wiele osób żyje z SM, pracuje, ćwiczy, jeździ po świecie i żyje normalnie. Głowa do góry!
Co do leczenia i normalnego życia - jasne że da się żyć. Ja się leczę i żyję normalnie. Czasem zdarzają się np. zaburzenia czucia czy zawroty głowy, ale to mija. Mogę biegać, ćwiczyć. Choć teraz mam w tym przerwę z uwagi na ciążę. Ale ogólnie wszystko jest naprawdę ok. Rzutu nie miałam od kilku lat. Oczywiście są ludzie z bardziej agresywną wersją choroby, ale trzeba myśleć pozytywnie. Naprawdę wiele osób żyje z SM, pracuje, ćwiczy, jeździ po świecie i żyje normalnie. Głowa do góry!

