Szczerze to nie miałam wesela tylko obiad z kolacja. 18 gości, tacy najbliżsi z najbliższych, bo po co mi ktoś, kogo na oczy nie widziałam. Ale były tańce, nawet jakimś cudem wylądowaliśmy na dyskotece, która była na dole restauracji. I wszyscy byli zadowoleni. A to, że kuzynostwo się po obrażało, bo dostali tylko zaproszenie na ślub i do dzisiaj się nie odzywają mam gdzieś. Księdza też mieliśmy fajnego, z proboszczem ja się świetnie dogadywałam, bo był tak samo wierzący jak i ja. Więc że ślubem nie było problemu. I nie potrafię zrozumieć, dlaczego ludzie się go bali, bo to był serio równy gość.
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...

