Dziekuje za odpowiedz! Troche mnie pocieszyla,o ile w ogole mozna mówić o radości. Muszę przyznać, że lekarze są na razie OK, nie oszczędzają na badaniach, pani neurolog kierowała mnie na rezonans już 3 razy - kregosłup szyjny i 2x głowa, a to przecież drogie badania. I skierowanie do szpitala też sama zaproponowała. I dobrze, tam przynajmniej mnie zbadają i będę wiedziała na czym stoję. Z tego co czytam to demielinizacja i przybywające ogniska to kiepska sprawa i w wiekszosci przypadków = SM.
Nie taki diabeł straszny? Słuchajcie, mi się na razie wydaje że straszny... Pamiętam 2 przypadki osób chorych na stwardnienei rozsiane i obydwa kiepskie :
z dzieciństwa pamiętam pana, który jeździł na wózku i wszyscy tylko mówili jaki on biedny, bo ma stwardnienie rozsiane. I dlatego ta choroba wydaje mi się taka straszna. I teraz niedawno w pracy jeden chłopak miał mame z SM i ktos z jego orodziny raz stwierdzil, że ona sama i otoczenie tak się męczą, że chyba lepiej byłoby gdyby już umarła. No ludzie! Więc teraz jak słyszę od lekarza, że to może być stwardnienie, to sami wiecie co czuję. Martwię się jak wychowam dzieci i jakim obciążeniem będę dla nich za kilka lub kilkanaście lat...
DEPRESJA. Chyba każdego z forumowiczów to spotkało, prawda? I tu pytanie: czy na oddziale neurologicznym dadzą mi antydepresanty czy będą się upierać żeby iść do psychiatry?? Bo tam też się już umówilam, ale terminy dopiero na czerwiec... A nocy nieprzespanych z nerwów, przepełnionych czarnymi myślami będzie jeszcze do tego czasu wiele i nie wiem czy dam radę
SPOTKANIE. Słuchajcie, czy Wy się czasem spotykacie? Tzn czy są organizowane jakieś spotkania czy nie bardzo? Wiem, że pewnie każdy jest z innego miejsca, ale może warto się zobaczyć i wymienić opiniami o życiu i leczeniu?
Dziekuję za miłe słowa, JESTEŚCIE KOCHANI!!!! Trzymajcie kciuki za mnie, proszę.
A jeszcze pytanie: od jak dawna wiecie ze jestescie chorzy? I ile w tym czasie rzutów mieliście?
Nie taki diabeł straszny? Słuchajcie, mi się na razie wydaje że straszny... Pamiętam 2 przypadki osób chorych na stwardnienei rozsiane i obydwa kiepskie :
z dzieciństwa pamiętam pana, który jeździł na wózku i wszyscy tylko mówili jaki on biedny, bo ma stwardnienie rozsiane. I dlatego ta choroba wydaje mi się taka straszna. I teraz niedawno w pracy jeden chłopak miał mame z SM i ktos z jego orodziny raz stwierdzil, że ona sama i otoczenie tak się męczą, że chyba lepiej byłoby gdyby już umarła. No ludzie! Więc teraz jak słyszę od lekarza, że to może być stwardnienie, to sami wiecie co czuję. Martwię się jak wychowam dzieci i jakim obciążeniem będę dla nich za kilka lub kilkanaście lat...DEPRESJA. Chyba każdego z forumowiczów to spotkało, prawda? I tu pytanie: czy na oddziale neurologicznym dadzą mi antydepresanty czy będą się upierać żeby iść do psychiatry?? Bo tam też się już umówilam, ale terminy dopiero na czerwiec... A nocy nieprzespanych z nerwów, przepełnionych czarnymi myślami będzie jeszcze do tego czasu wiele i nie wiem czy dam radę

SPOTKANIE. Słuchajcie, czy Wy się czasem spotykacie? Tzn czy są organizowane jakieś spotkania czy nie bardzo? Wiem, że pewnie każdy jest z innego miejsca, ale może warto się zobaczyć i wymienić opiniami o życiu i leczeniu?
Dziekuję za miłe słowa, JESTEŚCIE KOCHANI!!!! Trzymajcie kciuki za mnie, proszę.
A jeszcze pytanie: od jak dawna wiecie ze jestescie chorzy? I ile w tym czasie rzutów mieliście?

