18-10-2022, 19:36
Dokładnie tak jak piszesz- żałobę każdy przechodzi na swój sposób. Mój tata zmarł 16 lat temu. Był mi bardzo bliski gdyż najwięcej czasu z nim spędzałam jako dziecko i dobrze się z nim dogadywałam. Niestety pustka pozostaje, ale można nauczyć się z nią żyć. Gdy jest mi ciężko, a ostatnio zdarza się to często, gdyż jestem na etapie niepotwierdzonej diagnozy sm, to wsiadam w auto i jadę na cmentarz. Wystarczy że tam chwilę postoję, powiem w myślach co mnie gryzie i już mi jest lżej. Nieraz zwracam się do taty też o pomoc, o radę i mimo, że już nigdy nie usłyszę odpowiedzi to jest mi lżej. Dodam że tato ciężko zachorował i spędził na oiomie 40 dni pod respiratorem a w związku z tym, że w tym czasie w szpitalu wykryto jakąś groźną bakterie nie mogliśmy widzieć się z nim przez ponad dwa tygodnie bo był zakaz odwiedzin i nie mogliśmy się z nim nawet pożegnać przed śmiercią, więc dopiero zobaczyłam go w trumnie... Przepraszam, że tak piszę o sobie, ale to tylko dlatego byś mogła zrozumieć że nie jesteś sama ze swoim smutkiem, że wszyscy z nas kiedyś kogoś najbliższego pożegnaliśmy lub pożegnamy. Rodzimy się i jedyne co pewne w życiu to to,że umrzemy. Banał, ale jedyna prawda. Walcz o siebie, nie zamykaj się w smutku bo to działa bardzo niekorzystnie na organizm, zwłaszcza dotknięty chorobą. Pomyśl o tym, że może mamie jest teraz lepiej, że nic ją nie boli, że jest szczęśliwa i patrzy na Ciebie z trosķą i wspiera Cię każdego dnia, nawet jak o tym nie myślisz. Obojętnie jaka jest twoja wiara to pomyśl, że masz swojego opiekuna gdzieś nad sobą i nawet gdy jest źle to jest dobrze bo zawsze mogłoby być gorzej bez niego. Pomaga. Życzę Ci dużo sił i zdrowia przede wszystkim. Ściskam serdecznie

