11-04-2017, 12:47
Stosuję częściowo dietę od dwóch miesięcy. Piszę częściowo, bo jeszcze ani razu nie udało mi się zjeść wspominanych 9 szklanek warzyw i owoców w ciągu dnia.
Najłatwiejsze są dla mnie śniadania - biorę wielką miskę liści (szpinak/rukola/sałata/jarmuż), dodaję olej lniany, jakieś warzywo (pomidor/ogórek/oliwki) do tego pestki i czasem rybę wędzoną. Żeby zabić smak oleju lnianego podrasowuję wszystko octem balsamicznym. "Zielonego" wychodzi mi wtedy ok 1,5 do 2 szklanek. Problem polega na tym, że najadam się tym tak bardzo, że później nie mam ochoty na resztę zalecanej porcji warzyw
Ale najważniejsze to przestawić się w głowie (o tym mowa jest też w książce) - małymi krokami trzeba wyrabiać w sobie nawyk dominacji warzyw w diecie.
Jeśli chodzi o efekty, to na razie mogę jedynie powiedzieć, że rzeczywiście czuję przypływ energii i super samopoczucia. Za miesiąc, czyli de facto po 3 miesiącach diety będę miała badania, więc będę mogła powiedzieć o rzeczywistych efektach. W każdym razie bardzo polecam książkę, podnosi na duchu
Najłatwiejsze są dla mnie śniadania - biorę wielką miskę liści (szpinak/rukola/sałata/jarmuż), dodaję olej lniany, jakieś warzywo (pomidor/ogórek/oliwki) do tego pestki i czasem rybę wędzoną. Żeby zabić smak oleju lnianego podrasowuję wszystko octem balsamicznym. "Zielonego" wychodzi mi wtedy ok 1,5 do 2 szklanek. Problem polega na tym, że najadam się tym tak bardzo, że później nie mam ochoty na resztę zalecanej porcji warzyw
Ale najważniejsze to przestawić się w głowie (o tym mowa jest też w książce) - małymi krokami trzeba wyrabiać w sobie nawyk dominacji warzyw w diecie.
Jeśli chodzi o efekty, to na razie mogę jedynie powiedzieć, że rzeczywiście czuję przypływ energii i super samopoczucia. Za miesiąc, czyli de facto po 3 miesiącach diety będę miała badania, więc będę mogła powiedzieć o rzeczywistych efektach. W każdym razie bardzo polecam książkę, podnosi na duchu

