08-05-2023, 20:32
W zasadzie to wszystko się bardzo przykro czyta
. Zawsze kościół był ostoją, jakimś azylem. Pamiętam z dzieciństwa i młodości wspaniałych księży i siostry zakonne, którzy byli dla ludzi i nie chcieli nic w zamian. Pamiętam fantastyczne rekolekcje pt. "Siądź na brzegu swojej trumny i napisz ostatni list". Miałam wtedy 18 lat...Dziś miałabym wiele do napisania...
To Kościół pomógł w jakiś sposób przetrwać stan wojenny, tam szukaliśmy schronienia i nadziei...
Pamiętam ten pierwszy raz, kiedy zetknęłam się z katechetką na naukach przedślubnych - takich głupot wcześniej nie słyszałam
, zresztą wszyscy byliśmy rozbawieni jej wykładami i pozwalaliśmy sobie na niewybredne żarty, np. podczas omówienia form współżycia poinformowała nas, że tylko klasyczna pozycja jest dozwolona. Na to jeden z przyszłych małżonków pyta:"A wie pani, jak jest na żółwia? Tak samo, tylko z wanną na plecach".
A potem z biegiem lat wszystko się zmieniło od kiedy wprowadzono religię do szkół. Księża mieli wyrąbane na wszystko, obydwóch synów zabrałam z lekcji religii/na ich prośbę/ i żaden z księży nawet nie spytał dlaczego.
Współczuć należy na pewno tym, którzy poszli za głosem powołania.
. Zawsze kościół był ostoją, jakimś azylem. Pamiętam z dzieciństwa i młodości wspaniałych księży i siostry zakonne, którzy byli dla ludzi i nie chcieli nic w zamian. Pamiętam fantastyczne rekolekcje pt. "Siądź na brzegu swojej trumny i napisz ostatni list". Miałam wtedy 18 lat...Dziś miałabym wiele do napisania...To Kościół pomógł w jakiś sposób przetrwać stan wojenny, tam szukaliśmy schronienia i nadziei...
Pamiętam ten pierwszy raz, kiedy zetknęłam się z katechetką na naukach przedślubnych - takich głupot wcześniej nie słyszałam
, zresztą wszyscy byliśmy rozbawieni jej wykładami i pozwalaliśmy sobie na niewybredne żarty, np. podczas omówienia form współżycia poinformowała nas, że tylko klasyczna pozycja jest dozwolona. Na to jeden z przyszłych małżonków pyta:"A wie pani, jak jest na żółwia? Tak samo, tylko z wanną na plecach".
A potem z biegiem lat wszystko się zmieniło od kiedy wprowadzono religię do szkół. Księża mieli wyrąbane na wszystko, obydwóch synów zabrałam z lekcji religii/na ich prośbę/ i żaden z księży nawet nie spytał dlaczego.
Współczuć należy na pewno tym, którzy poszli za głosem powołania.

