Dokładnie, dziękuję wam bardzo za te wypowiedzi. Pewnie gdyby się wypowiedziala moja mama tu podemną to okazałoby się że i ona coś racji ma. Jednak mi jest łatwiej, bo tata zawsze rozpościerał parasol ochronny wtedy kiedy nie był potrzebny i nieświadomie z dobrego serca robil tym krzywdę. Mama myśli, że jest wszystko ekstra i spoko i jej sie tak podoba, BO CHOROBA! bierze na siebie poprawkę ale w taki sposób że zatraca swoją wolę walki i nie ma jej w ogóle. Powtarza że ma depresje ale nie rozumieją że depresja jest gorszą chorobą niż SM, bo ma wiele twarzy i myślą że depresja to kiedy osoba płacze w poduszkę. Widzę jak zyje, widzę jak żyła i mało się pogorszyło ze zdrowiem fizycznym (a wg. mnie pogorszyło się ze względu na stan psychiki i osiadły tryb życia, zdziczenie(zawsze szukała kontaktu i nie zdaje sobie sprawy ale kontaktu jej brakuje)).
No cóż, co do lekarza niby jest bardzo dobrym profesjonalistą, ale jak to większośc lekarzy nie dba o obraz pacjenta a jedynie o obraz kliniczny.
Tak zatracam się w tym i mnie to zwala z gód masz rację e-smka. Mam typ osobowosci badacz wizjoner, czyli sam sobie wymyslam nakladam na głowę za duzo a przy tym wsszystko chce skonczyć i kieruje się empatią. Przez to wszystkim dookoła pomogę wg priorytetów zona-rodzina-ludzie ale sobą nie mam kiedy bo mnie zjada to że matka się nie słucha.
Ona myśli że biegnie w życiu dalej, ale nie widzi tego ze jej bieg patrząc od boku to trucht na bieżni i stoi w miejscu bo nie ma przed nią celu który chyba zatracila.
Nie wiem jaka to choroba, czy to leczenie jest dobre, ale wiem jedno. Gdybym ja rzucił pracę, dowiedział się o chorobie to złapałby mnie ogromny natłok mysli których nieuporządkowanie spowoduje depresje. Depresja budzi nerwicę, lęki przed czymś (może przed pracodawcą bo miała tam trochę stresu bo nigdy nie była wobec niczego obojetna i sie przejmowała) ale gdyby mnie to dopadło i nie uporządkowałbym tego, nie był między ludźmi, aktywnośc by drastycznie spadła (fizyczna i psychiczna!!) to nie miałbym siły w mięśniach, kręciłoby mi się w głowie od samego zajazdu psychicznego i siedzenia w 4 ścianach, na dworzu miałbym zamulony mózg i nie miałbym energii. W dłuższej fali pewnie brakowałoby mi słów itd. To normalne. Nienormalny wydaje mi się tryb walki tego.
Mówię że u nas w pracy jest pan który nie jest w stanie chodzić, jest ze sporym niedowładem i co? Chodzi do pracy i się cieszy opowiada o tym że gdyby nie kontakt z ludźmi to by było gorzej i dla niego najgorszy moment to moment rzutu nie dlatego że ma rzut, ale nie jest z ludźmi i nie działa.
Chyba jej samoocena tez troche opadła.
Tłumacze jej że jak mi się zerwało więzadło wkolanie to nie leżałem mówiąc że nie ma sensu chodzić bo nie mam więzadła przecież? Tylko chodziłem i rehabilitowałem az nabrało to siły i rolę wiezadła przejęły sąsiadujące mięśnie. Jeśli mama ma zachwiania równowagi może lepiej byłoby gdyby mięśnie nadrabiały i trzymały to w ryzach, korygowały? Gdy ktoś traci wzrok wyostrza się słuch tak by człowiek sobie dał radę.
Ona szura lewą nogę trochę i pismo jej sie pogarsza, równowagę traci ale może trening tego wszystkiego pozwoli jej to zniwelować........ Organ nieużywany zanika, przeciez to logiczne?
Czuje sie tak bezsilny w tym co mówię, że aż rezygnuję wiesz. Mam wrazenie ze mówię jak do słupa, bo ojciec powie mi daj spokój matce bo ona jest chora. Matka powie mi żebym sie odczepił i żył swoim życiem. I ja się robię chory że ona nic z tym nie zrobi, ojciec jej wtóruje, będzie coraz gorzej na własne życzenie i myśle że dołożyłem jej tylko cegiełkę stresu do postępu choroby po tym jak się odezwę. Gdybym ja ćpał pewnie myslalbym że robie dobrze i panuję nad tym, ale ją by serce bolało i uwierzcie mi nie żyłaby swoim życiem a moim. Ale jej nie przetłumaczysz. Ja wyciągam dobre wnioski i jak już komuś radzę to upierdliwie sprawdzam swoje teorie po x razy. Im zawsze dobrze doradzałem i się cieszyli ale tym razem nie posłuchają się bo przecież wiedzą lepiej.
Jednak reasumując te moje wypociny, uważam że jakby była w tragicznym stanie to by jej moje rady nawet wtedy nie zaszkodziły, dopóki to co radzę nie wpływa na to że się zacznie przewlekle stresować prawda...
No i jeszcze dodam, że użalać to ona się nad sobą nie użala, sama się nic nie odezwie a jak ja mówie co jest niebardzo z moich obserwacji to odbija piłeczki właśnie wtedy się już użalając zamiast zacisnąć zęby i zobaczyć jak będzei jeśli faktycznie by tak się wzięła. No i odpowie Ci że jest chora, renta na ładne oczy bla bla, że słabsza jest, że też by chciała być zdrowa.
No cóż, co do lekarza niby jest bardzo dobrym profesjonalistą, ale jak to większośc lekarzy nie dba o obraz pacjenta a jedynie o obraz kliniczny.
Tak zatracam się w tym i mnie to zwala z gód masz rację e-smka. Mam typ osobowosci badacz wizjoner, czyli sam sobie wymyslam nakladam na głowę za duzo a przy tym wsszystko chce skonczyć i kieruje się empatią. Przez to wszystkim dookoła pomogę wg priorytetów zona-rodzina-ludzie ale sobą nie mam kiedy bo mnie zjada to że matka się nie słucha.
Ona myśli że biegnie w życiu dalej, ale nie widzi tego ze jej bieg patrząc od boku to trucht na bieżni i stoi w miejscu bo nie ma przed nią celu który chyba zatracila.
Nie wiem jaka to choroba, czy to leczenie jest dobre, ale wiem jedno. Gdybym ja rzucił pracę, dowiedział się o chorobie to złapałby mnie ogromny natłok mysli których nieuporządkowanie spowoduje depresje. Depresja budzi nerwicę, lęki przed czymś (może przed pracodawcą bo miała tam trochę stresu bo nigdy nie była wobec niczego obojetna i sie przejmowała) ale gdyby mnie to dopadło i nie uporządkowałbym tego, nie był między ludźmi, aktywnośc by drastycznie spadła (fizyczna i psychiczna!!) to nie miałbym siły w mięśniach, kręciłoby mi się w głowie od samego zajazdu psychicznego i siedzenia w 4 ścianach, na dworzu miałbym zamulony mózg i nie miałbym energii. W dłuższej fali pewnie brakowałoby mi słów itd. To normalne. Nienormalny wydaje mi się tryb walki tego.
Mówię że u nas w pracy jest pan który nie jest w stanie chodzić, jest ze sporym niedowładem i co? Chodzi do pracy i się cieszy opowiada o tym że gdyby nie kontakt z ludźmi to by było gorzej i dla niego najgorszy moment to moment rzutu nie dlatego że ma rzut, ale nie jest z ludźmi i nie działa.
Chyba jej samoocena tez troche opadła.
Tłumacze jej że jak mi się zerwało więzadło wkolanie to nie leżałem mówiąc że nie ma sensu chodzić bo nie mam więzadła przecież? Tylko chodziłem i rehabilitowałem az nabrało to siły i rolę wiezadła przejęły sąsiadujące mięśnie. Jeśli mama ma zachwiania równowagi może lepiej byłoby gdyby mięśnie nadrabiały i trzymały to w ryzach, korygowały? Gdy ktoś traci wzrok wyostrza się słuch tak by człowiek sobie dał radę.
Ona szura lewą nogę trochę i pismo jej sie pogarsza, równowagę traci ale może trening tego wszystkiego pozwoli jej to zniwelować........ Organ nieużywany zanika, przeciez to logiczne?
Czuje sie tak bezsilny w tym co mówię, że aż rezygnuję wiesz. Mam wrazenie ze mówię jak do słupa, bo ojciec powie mi daj spokój matce bo ona jest chora. Matka powie mi żebym sie odczepił i żył swoim życiem. I ja się robię chory że ona nic z tym nie zrobi, ojciec jej wtóruje, będzie coraz gorzej na własne życzenie i myśle że dołożyłem jej tylko cegiełkę stresu do postępu choroby po tym jak się odezwę. Gdybym ja ćpał pewnie myslalbym że robie dobrze i panuję nad tym, ale ją by serce bolało i uwierzcie mi nie żyłaby swoim życiem a moim. Ale jej nie przetłumaczysz. Ja wyciągam dobre wnioski i jak już komuś radzę to upierdliwie sprawdzam swoje teorie po x razy. Im zawsze dobrze doradzałem i się cieszyli ale tym razem nie posłuchają się bo przecież wiedzą lepiej.
Jednak reasumując te moje wypociny, uważam że jakby była w tragicznym stanie to by jej moje rady nawet wtedy nie zaszkodziły, dopóki to co radzę nie wpływa na to że się zacznie przewlekle stresować prawda...
No i jeszcze dodam, że użalać to ona się nad sobą nie użala, sama się nic nie odezwie a jak ja mówie co jest niebardzo z moich obserwacji to odbija piłeczki właśnie wtedy się już użalając zamiast zacisnąć zęby i zobaczyć jak będzei jeśli faktycznie by tak się wzięła. No i odpowie Ci że jest chora, renta na ładne oczy bla bla, że słabsza jest, że też by chciała być zdrowa.

