19-04-2017, 01:39
Widzę, że wątek dawno nie otwierany ale napiszę i ja.
U mnie widać było, że lekarka jakieś uczucia miała przekazując mi diagnozę i chyba ją zaskoczyłam, że nie zalałam się łzami - ale jakoś nie byłam zaskoczona bo od 6 lat to krążyło więc to była tylko proforma.
Pomoc psychologiczna to by mi się teraz przydała bo już wydaje mi się, że nie mam więcej siły i pozwólcie, że Wam się nieco wygadam. Chociaż chyba zacznę szukać jakiegoś psychologa. Najchętniej to wysłałabym męża ale on nie chce no to może ja powinnam faktycznie. Jego zdaniem na pewno powinnam
Otóż chodzi o to, że po mojej diagnozie którą jako tako zniosłam zacjorował mąż. Do tej pory nie wiadomo na co bo kolejki na NFZ ale już od prawie roku jest w domu na chorobowym. Niestety wielu zajęć nie ma jak i sił również( ma osłabione mięśnie nóg więc kiepsko chodzi na 3 piętro jak i uszkodzone barki więc firanek też mi nie zawiesi) I jak on mi zachorował to moja wizja jego pomocy nagle powaliła się jak domek z kart. Ale to już ogarnęłam i stwierdziłam, że przecież nie mam zamiaru być już bardziej niesprawna. Co prawda jest ciężko jak mąż ma swoje dni załamania ale już wiem jak to opanować i też jest łatwiej. Niestety ja już boję się gdziekolwiek ruszyć poza kierunki praca - dom, bo takie wyjście gwarantuje załamkę męża a smutny to widok. Chciałabym, żeby poszedł po pomoc no ale przecież on se radzi. Ja obawiam się, że nie daję mu za bardzo wsparcia i przez to czuję, że jestem z tym wszystkim sama - tzn brak mi jego wsparcia.
W czwartek idę do szpitala -tym razem na pulmunologię i mam ogromnego stracha, że jeszcze tam mi coś znajdą a już na kolejną chorobę w mojej psychice nie ma miejsca ( bo mam jeszcze astmę, problemy z tarczycą i lekką niewydolność nerek). Wiem, że jest masa ludzi którzy mają gorzej ale ja już wysiadam ;(
Po prostu nie mam siły fizycznej (bo nagle wszystko wynosić i wnosić muszę ja) to siada mi psycha
Przepraszam za tak długi post ale poprztykałam się z mężem a on "nie ma siły" się nawet do mnie odwrócić jak go bezpośrednio proszę o pomoc i mówię, że się boję. Moje ciało też jest coraz bardziej zmęczone ale mam wrażenie, że mimo bólu jestem w stanie zacisnąć zęby żeby zdobyć się na jakiś gest a u niego tego nie widzę ( albo nie potrafię tego zauważyć ;-( ).
U mnie widać było, że lekarka jakieś uczucia miała przekazując mi diagnozę i chyba ją zaskoczyłam, że nie zalałam się łzami - ale jakoś nie byłam zaskoczona bo od 6 lat to krążyło więc to była tylko proforma.
Pomoc psychologiczna to by mi się teraz przydała bo już wydaje mi się, że nie mam więcej siły i pozwólcie, że Wam się nieco wygadam. Chociaż chyba zacznę szukać jakiegoś psychologa. Najchętniej to wysłałabym męża ale on nie chce no to może ja powinnam faktycznie. Jego zdaniem na pewno powinnam

Otóż chodzi o to, że po mojej diagnozie którą jako tako zniosłam zacjorował mąż. Do tej pory nie wiadomo na co bo kolejki na NFZ ale już od prawie roku jest w domu na chorobowym. Niestety wielu zajęć nie ma jak i sił również( ma osłabione mięśnie nóg więc kiepsko chodzi na 3 piętro jak i uszkodzone barki więc firanek też mi nie zawiesi) I jak on mi zachorował to moja wizja jego pomocy nagle powaliła się jak domek z kart. Ale to już ogarnęłam i stwierdziłam, że przecież nie mam zamiaru być już bardziej niesprawna. Co prawda jest ciężko jak mąż ma swoje dni załamania ale już wiem jak to opanować i też jest łatwiej. Niestety ja już boję się gdziekolwiek ruszyć poza kierunki praca - dom, bo takie wyjście gwarantuje załamkę męża a smutny to widok. Chciałabym, żeby poszedł po pomoc no ale przecież on se radzi. Ja obawiam się, że nie daję mu za bardzo wsparcia i przez to czuję, że jestem z tym wszystkim sama - tzn brak mi jego wsparcia.
W czwartek idę do szpitala -tym razem na pulmunologię i mam ogromnego stracha, że jeszcze tam mi coś znajdą a już na kolejną chorobę w mojej psychice nie ma miejsca ( bo mam jeszcze astmę, problemy z tarczycą i lekką niewydolność nerek). Wiem, że jest masa ludzi którzy mają gorzej ale ja już wysiadam ;(
Po prostu nie mam siły fizycznej (bo nagle wszystko wynosić i wnosić muszę ja) to siada mi psycha

Przepraszam za tak długi post ale poprztykałam się z mężem a on "nie ma siły" się nawet do mnie odwrócić jak go bezpośrednio proszę o pomoc i mówię, że się boję. Moje ciało też jest coraz bardziej zmęczone ale mam wrażenie, że mimo bólu jestem w stanie zacisnąć zęby żeby zdobyć się na jakiś gest a u niego tego nie widzę ( albo nie potrafię tego zauważyć ;-( ).

