26-04-2017, 13:53
Z jednej strony to wspaniała wiadomość, a z drugiej... poczułam ukłucie żalu. Kiedy zachorowałam w 2009 roku, jedynym lekiem, który oferowano na początek, był Betaferon. Jego skuteczność była mocno ograniczona, a skutki uboczne potężne. Kiedy w 2010 po serii rzutu lekarz nabrał pewności, że na mnie Betaferon nie działa, to jedynym mocniejszym lekiem, którym dysponowano, był Mitoksantron, czyli bardzo szkodliwa chemia. Ten Mitoksantron postawił mnie wprawdzie na nogi, ale kosztem poważnego obciążenia organizmu. Teraz to, drodzy nowo zdiagnozowani, macie el dorado: do wyboru kilka leków I linii, w tym tabletki, a jak to nie działa, to do wyboru kilka leków II linii. Głupio to brzmi, ale Wam zazdroszczę. Gdybym zachorowała kilka lat później, to nie tylko umęczyłabym się mniej, ale może ciągle bym normalnie widziała...

