Ja przerwałam leczenie (II linia, Gilenya) z końcem czerwca 2016 r. Lekarka potraktowała mnie w bardzo olewatorski sposób niestety, niczego nie wytlumaczyła, nie udzieliła żadnych wskazówek, wyjaśnień etc. Musiałam podpisać REZYGNACJĘ z programu, co mnie przeraziło, ale na szczęście był tak podpisany powód - chęć zajścia w ciążę. Ona do mnie, że nie tak łatwo będzie wrócić do leczenia w II linii i w ogóle ona się na tym nie zna :O (dopiero po jakimś czasie, pani neurolog z poradni SM mi wszystko wyjaśniła - powrót do leczenia mi się należy i to bez żadnych ponownych kwalifikacji! Te informacje też potwierdzilam na stronie ministerstwa zdrowia).
Ale, do czego zmierzam. W sierpniu miałam rzut (powłóczenie nogą), następnie drugi w październiku (podwójne widzenie na jedno oko). Rzuty szybko złapane i całkowicie wyleczone. W listopadzie zaszłam w ciążę.
I trymestr był bardzo ciężki dla mnie - nagle zaniemogły mi mięśnie rąk i nóg, miałam problemy z chodzeniem, oczywiście byłam przerażona, ale wszystko wróciło do normy po ok. 1,5 miesiąca. Neurolog z poradni nie stwierdził rzutu, więc wina została zwalona na objawy ciążowe
Tak czy siak wylałam morze łez...
Obecnie czuję się rewelacyjnie. Trochę się boję, ale nie myślę o tym, że po ciąży/porodzie może coś pójść nie tak, bo i po co się niepotrzebnie stresować, bo już naprawdę nie mam siły się dołować
Nie mam pojęcia, kiedy wrócić do leczenia - czy od razu po porodzie, czy jeszcze chwilę pokarmić piersią... Na pewno to skonsultuję z lekarzami - w poradni oraz prywatnie z ordynatorem neurologii "mego" szpitala (na pewno nie tą prowadzącą program, bo ona niewiele ogarnia
). Jak Wy zrobiłyście/planujecie?
Będę na bieżąco obserwowała rozwój sytuacji w Polsce, a nuż widelec... Na chwilę obecną planujemy z mężem za rok-dwa wyjazd na stałe za granicę, bo u nas nie ma oficjalnego potwierdzenia przedłużenia terapii II linii dożywotnio (zostały mi 2 lata z 5 refundacji).
Nie myślę o drugim dziecku w przyszlości, a na pewno nie w naszym kraju... Spokoju "ducha" tu nie czuję, chociaż nie mam zamiaru poddawać się w walce
Pozdrawiam serdecznie!
Ale, do czego zmierzam. W sierpniu miałam rzut (powłóczenie nogą), następnie drugi w październiku (podwójne widzenie na jedno oko). Rzuty szybko złapane i całkowicie wyleczone. W listopadzie zaszłam w ciążę.
I trymestr był bardzo ciężki dla mnie - nagle zaniemogły mi mięśnie rąk i nóg, miałam problemy z chodzeniem, oczywiście byłam przerażona, ale wszystko wróciło do normy po ok. 1,5 miesiąca. Neurolog z poradni nie stwierdził rzutu, więc wina została zwalona na objawy ciążowe
Tak czy siak wylałam morze łez...Obecnie czuję się rewelacyjnie. Trochę się boję, ale nie myślę o tym, że po ciąży/porodzie może coś pójść nie tak, bo i po co się niepotrzebnie stresować, bo już naprawdę nie mam siły się dołować

Nie mam pojęcia, kiedy wrócić do leczenia - czy od razu po porodzie, czy jeszcze chwilę pokarmić piersią... Na pewno to skonsultuję z lekarzami - w poradni oraz prywatnie z ordynatorem neurologii "mego" szpitala (na pewno nie tą prowadzącą program, bo ona niewiele ogarnia
). Jak Wy zrobiłyście/planujecie?Będę na bieżąco obserwowała rozwój sytuacji w Polsce, a nuż widelec... Na chwilę obecną planujemy z mężem za rok-dwa wyjazd na stałe za granicę, bo u nas nie ma oficjalnego potwierdzenia przedłużenia terapii II linii dożywotnio (zostały mi 2 lata z 5 refundacji).
Nie myślę o drugim dziecku w przyszlości, a na pewno nie w naszym kraju... Spokoju "ducha" tu nie czuję, chociaż nie mam zamiaru poddawać się w walce

Pozdrawiam serdecznie!

