21-05-2016, 11:40
Ja jak usłyszałem, że to TA choroba to nawet nie miałem siły płakać. Było mi wszystko jedno bo czułem, że moje życie się skończyło. Ale dzięki przyjaciołom szybko się otrząsnąłem. Nie pozwolili mi siedzieć i snuć złych wizji.
Minęło 10 lat. Leczę się, realizuję zawodowo, moja Partnerka jest moim oparciem. Choroba czasem w czymś nam przeszkadza - trafiają się rzuty mniejsze i większe. Czasem mnie ta choroba wkurza, czasem mam jej dość. Ale to nie jest tak, że życie się skończyło. Nawet jak jakieś plany trzeba było przez stwardnienie rozsiane opóźnić, jakieś zmienić.
Piszę o tym, żebyście się nie załamywali. SM to nie jest koniec świata. Ważne, żeby Twoja dziewczyna była pod opieką dobrego neurologa, jak najszybciej zakwalifikowała się do programu lekowego. Jeśli chcesz jej pomóc to przede wszystkim o to zadbajcie. Im szybsze włączenie leczenia - tym jest ono bardziej skuteczne.
Będzie dobrze!
Minęło 10 lat. Leczę się, realizuję zawodowo, moja Partnerka jest moim oparciem. Choroba czasem w czymś nam przeszkadza - trafiają się rzuty mniejsze i większe. Czasem mnie ta choroba wkurza, czasem mam jej dość. Ale to nie jest tak, że życie się skończyło. Nawet jak jakieś plany trzeba było przez stwardnienie rozsiane opóźnić, jakieś zmienić.
Piszę o tym, żebyście się nie załamywali. SM to nie jest koniec świata. Ważne, żeby Twoja dziewczyna była pod opieką dobrego neurologa, jak najszybciej zakwalifikowała się do programu lekowego. Jeśli chcesz jej pomóc to przede wszystkim o to zadbajcie. Im szybsze włączenie leczenia - tym jest ono bardziej skuteczne.
Będzie dobrze!

