26-03-2025, 10:43
O matko, Konga, jakbym o sobie czytała. I każdy się dziwi, jak można się zmęczyć prysznicem, jak można nie trafiać kluczem do zamka... Jak można wstawać z łóżka czy z fotela jak robot. I jeszcze się głupio przeciągać. Tak na sztywno, jak maszyna. Schody... kolejny temat. Jeszcze idąc do góry to się wciągnę. Problem pojawia się przy schodzeniu. Bo ja się boje schodzić w dół. Ruchomymi nie jestem w stanie zjechać. Chodnikiem ruchomym też nie. Boje się. Nawet nie wiedziałam, że się boje. I mój małżonek wyjechał dzisiaj z propozycją wyjazdu do Szklarskiej Poręby albo do Karpacza z okazji mojej pięćdziesiątki. Po co ja tam pojade? Jak po prostym przejdę parę metrów i zdycham. Nad morze też jakoś nie chce się pchać, bo dla mnie to bez sensu. Wolałabym dostać kota. Nawet chętnie poczekam na jakiegoś malucha. A takie wyjazdy to już nie dla mnie. No ale to ciężko zrozumieć. Już na ferie była obraża, bo nie chciałam nigdzie jechać. Bo po co. Ja się najlepiej i najbezpieczniej w domu czuje. I to dopiero jest ciężko zrozumieć. I serio, to nawet nie chce żadnego dzikiego prezentu. A kotek to by było to. Eryka nie ma już pół roku, żałoba przerobiona...
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...

