15-07-2017, 02:53
Cześć Kasiu.
Jeśli dobrze rozumiem i te objawy wystąpiły tylko dwa razy pod rząd, to raczej zwalałabym to na zbieg okoliczności. Tzn. mogło się zdarzyć. Ale koniecznie obserwuj, jeśli te objawy by się powtarzały - skonsultuj się ze swoim neurologiem (albo lepiej - z pielęgniarką z programu lekowego).
Zmieniasz rotacyjnie miejsca (ramiona, uda, brzuch)? Czasem nawet przy braku wyczuwalnych grudek pod skórą, przy braku odpowiednich przerw między wkłuciami w tym samym miejscu, zastrzyki są bardziej bolesne. Sama najchętniej robię zastrzyki w brzuch i "boczki", rzadziej w ramiona i uda. Gdy te przerwy w "ulubionych" miejscach są zbyt rzadkie, to ból jest większy.
Czasem niezbyt dobrze się trafi i objawy są denerwujące. Taki urok zastrzyków, niestety. Już kiedyś to pisałam, ale wydaje mi się, że bez wstrzykiwacza takie złe strzały trafiają się rzadziej. Wiadomo, wstrzykiwacz to wygoda i szybkie "załatwienie sprawy". Ale jednak (zazwyczaj) samemu operując strzykawką ma się większe wyczucie i łatwiej zapobiega takim sytuacjom. Tyle, że mało komu (mi też nie!) chce się zawsze robić zawsze zastrzyk "z ręki", bez autowstrzykiwacza.
Obyś miał (obyśmy wszyscy, robiący zastrzyki, mieli) jak najmniej złych wkłuć!
Jeśli dobrze rozumiem i te objawy wystąpiły tylko dwa razy pod rząd, to raczej zwalałabym to na zbieg okoliczności. Tzn. mogło się zdarzyć. Ale koniecznie obserwuj, jeśli te objawy by się powtarzały - skonsultuj się ze swoim neurologiem (albo lepiej - z pielęgniarką z programu lekowego). Zmieniasz rotacyjnie miejsca (ramiona, uda, brzuch)? Czasem nawet przy braku wyczuwalnych grudek pod skórą, przy braku odpowiednich przerw między wkłuciami w tym samym miejscu, zastrzyki są bardziej bolesne. Sama najchętniej robię zastrzyki w brzuch i "boczki", rzadziej w ramiona i uda. Gdy te przerwy w "ulubionych" miejscach są zbyt rzadkie, to ból jest większy.
(14-07-2017, 17:58)baryla1969 napisał(a): Dzięki za rady. Ale fakt troche sie wystraszylem, ale niepotrzebnie. Następnym razem bede wiedzial. Ogólnie to tak po gdzies 5 godzinach przeszlo nawet i juz zaczerwienienie, lekko tylko boli miejsce ale jak się uciska. Czyli wraca wsio do normy. A to coś to tak się rozlazło, że było widac takie jakby opuchniecie gdzieś tak aż do 30 cm w górę od pępka i w prawo. Na drugą stone nic a nic nie szło. Raczej falt złe wkłucie mogło być, albo i trafiło ktorys raz na to samo miejsce już i tak się zadziało. Obstawiam teraz że raczej na pewno wkucie bylo marne bo mówię, że chyba z minute trwał ten zastrzyk, nie tak jak zawsze że pare sekund i juz.
Czasem niezbyt dobrze się trafi i objawy są denerwujące. Taki urok zastrzyków, niestety. Już kiedyś to pisałam, ale wydaje mi się, że bez wstrzykiwacza takie złe strzały trafiają się rzadziej. Wiadomo, wstrzykiwacz to wygoda i szybkie "załatwienie sprawy". Ale jednak (zazwyczaj) samemu operując strzykawką ma się większe wyczucie i łatwiej zapobiega takim sytuacjom. Tyle, że mało komu (mi też nie!) chce się zawsze robić zawsze zastrzyk "z ręki", bez autowstrzykiwacza.
Obyś miał (obyśmy wszyscy, robiący zastrzyki, mieli) jak najmniej złych wkłuć!

