26-07-2017, 14:53
Tak jak już wcześniej dziewczyny napisały - długość życia chorych na SM nie różni się znacząco od długości życia osób zdrowych. A jakość życia, w naprawdę dużym stopniu, zależy od nas samych. Tzn. na pewno nie wolno ignorować nowych objawów. O ile jeszcze jakieś lekkie drętwienie czy przeczulice można bez strachu "przeczekać", tak już gdy pojawiają się takie objawy, jak powłóczenie nogą - koniecznie trzeba zgłosić to neurologowi. Jest coraz więcej leków spowalniających chorobę, tylko lekarz musi znać wszystkie objawy by móc w porę reagować. Poza tym, są też leki typowo objawowe, którymi w niektórych sytuacjach też są bardzo pomocne.
No i oczywiście rehabilitacja. Konieczna, obowiązkowa... naprawdę arcyważna w naszej chorobie. Z NFZ (ew. ZUS) dostępność jest ograniczona, ale jednak jest. Warto szukać, kolejki są bardzo zróżnicowane. Poza tym, prywatnie - w miarę potrzeby i możliwości finansowych. A w przypadku ich braku - można także starać się o dodatkową rehabilitację przez stowarzyszenia i fundacje. PFRON także dofinansowuje turnusy rehabilitacyjne.
Wiadomo, że są rzuty, zaostrzenia choroby, cięższe chwile. SM to nie katar - to oczywiste. Ale też nie jest to wyrok, oczekiwanie na wózek czy rentę. Zwłaszcza jeśli - tak jak napisałam - jest się w kontakcie z lekarzem, stosuje zaleceń i dba o rehabilitację.
No i oczywiście rehabilitacja. Konieczna, obowiązkowa... naprawdę arcyważna w naszej chorobie. Z NFZ (ew. ZUS) dostępność jest ograniczona, ale jednak jest. Warto szukać, kolejki są bardzo zróżnicowane. Poza tym, prywatnie - w miarę potrzeby i możliwości finansowych. A w przypadku ich braku - można także starać się o dodatkową rehabilitację przez stowarzyszenia i fundacje. PFRON także dofinansowuje turnusy rehabilitacyjne.
Wiadomo, że są rzuty, zaostrzenia choroby, cięższe chwile. SM to nie katar - to oczywiste. Ale też nie jest to wyrok, oczekiwanie na wózek czy rentę. Zwłaszcza jeśli - tak jak napisałam - jest się w kontakcie z lekarzem, stosuje zaleceń i dba o rehabilitację.

