14-08-2017, 10:37
Odświeżę temat, ponieważ jestem nowo zdiagnozowanym na SM i wszystko zaczęło się od wzroku, a dokładnie od podwójnego widzenia.
Dodam, że mieszkam na Śląsku i dalej będę opisywał miejsca, w których byłem u lekarzy (może komuś taka informacja się kiedyś przyda).
18 lipca 2017 zacząłem gorzej widzieć, nie umiałem skupić wzroku na konkretnych obiektach, również miałem wrażenie jakby kręciło się mi w głowie. Myślałem, że to przez chemikalia, których używaliśmy tego dnia w pracy podczas czyszczenia komór na magazynie. Pomyślałem, że zatrułem się pewnie oparami, lub jakaś kropla wleciała mi do oka, ale miałem nadzieję, że samo przejdzie i na następny dzień będzie już lepiej.
Niestety od 19-20 lipca miałem się coraz gorzej z widzeniem i samopoczuciem. W zasadzie już nie mogłem prowadzić auta i ledwo pracowałem. Strasznie się męczyłem, ale cały czas miałem nadzieję, że mi przejdzie, a już na 21 lipca miałem umówioną wizytę u okulisty, więc "jakoś przetrzymam".
21 lipca pierwsza wizyta u okulisty w Medicover - podstawowe badania i pilne skierowanie do szpitala okulistycznego na Ceglanej. Tam różne badania m.in. USG oczu, z których nic nie wynika, oprócz tego, że ucieka mi prawe oko i dostaję pilne skierowanie na neurologię do Szpitala Kolejowego w Katowicach Ligocie. Tam już zostaję...
To był piątek, ale udało się zrobić jeszcze tomografię głowy. Wieczorem dostaję informację, że wszystko jest w porządku i w poniedziałek pewnie wrócę na okulistykę. Weekend przespany na szpitalnym łóżku, wzrok się nie poprawia... W poniedziałek wysyłają mnie na rezonans, popołudniu dostaję diagnozę: stwardnienie rozsiane z małą szansą na boleriozę... Załamałem się.
Już w poniedziałek dostaję pierwszą kroplówkę. We wtorek robią mi punkcję i pobierają płyn mózgowo-rdzeniowy (wbijają się 9 razy i straszne boli). Do piątku włącznie wlewają mi kroplówkę, a od soboty biorę już steryd w tabletkach. Wzrok poprawia się tylko minimalnie. Wychodząc ze szpitala w poniedziałek mam już informację, że to na pewno SM.
W poniedziałek 31 lipca w pomieszczeniach widzę już całkiem nieźle, mogę też korzystać z tabletu, chwilę poczytać itd. Jednak gdy wychodzę na zewnątrz to już jest okropnie, nadal widzę podwójnie itd. Wszelkie obiekty, które się poruszają są podwójne, kręci mi się w głowie itd. Oczywiście zdążyłem już poczytać m.in. to forum i dowiedziałem się, że wzrok długo potrafi wracać do normy.
Od 1 lipca do dziś 14 sierpnia jest już duża poprawa. Dziś jest pierwszy dzień kiedy już nie połykam Metryped'u. Nadal nie widzę jakoś rewelacyjnie i dobrze, ale jest duża poprawa. Zacząłem jeździć nawet na rowerze, ale nie jest jeszcze tak dobrze abym mógł prowadzić auto. Najgorzej jest popołudniami. Nadal jest tak, że w mieszkaniu widzę bardzo dobrze, mogę oglądać tv czy też czytać i jest ok. Jednak na zewnątrz nadal nie jest jak przed atakiem. Mam jeszcze dwa tygodnie zwolnienia lekarskiego i mam nadzieję, że do tego czasu minie mi całkowicie, bo trzeba wrócić do pracy.
Dodam, że mieszkam na Śląsku i dalej będę opisywał miejsca, w których byłem u lekarzy (może komuś taka informacja się kiedyś przyda).
18 lipca 2017 zacząłem gorzej widzieć, nie umiałem skupić wzroku na konkretnych obiektach, również miałem wrażenie jakby kręciło się mi w głowie. Myślałem, że to przez chemikalia, których używaliśmy tego dnia w pracy podczas czyszczenia komór na magazynie. Pomyślałem, że zatrułem się pewnie oparami, lub jakaś kropla wleciała mi do oka, ale miałem nadzieję, że samo przejdzie i na następny dzień będzie już lepiej.
Niestety od 19-20 lipca miałem się coraz gorzej z widzeniem i samopoczuciem. W zasadzie już nie mogłem prowadzić auta i ledwo pracowałem. Strasznie się męczyłem, ale cały czas miałem nadzieję, że mi przejdzie, a już na 21 lipca miałem umówioną wizytę u okulisty, więc "jakoś przetrzymam".
21 lipca pierwsza wizyta u okulisty w Medicover - podstawowe badania i pilne skierowanie do szpitala okulistycznego na Ceglanej. Tam różne badania m.in. USG oczu, z których nic nie wynika, oprócz tego, że ucieka mi prawe oko i dostaję pilne skierowanie na neurologię do Szpitala Kolejowego w Katowicach Ligocie. Tam już zostaję...
To był piątek, ale udało się zrobić jeszcze tomografię głowy. Wieczorem dostaję informację, że wszystko jest w porządku i w poniedziałek pewnie wrócę na okulistykę. Weekend przespany na szpitalnym łóżku, wzrok się nie poprawia... W poniedziałek wysyłają mnie na rezonans, popołudniu dostaję diagnozę: stwardnienie rozsiane z małą szansą na boleriozę... Załamałem się.
Już w poniedziałek dostaję pierwszą kroplówkę. We wtorek robią mi punkcję i pobierają płyn mózgowo-rdzeniowy (wbijają się 9 razy i straszne boli). Do piątku włącznie wlewają mi kroplówkę, a od soboty biorę już steryd w tabletkach. Wzrok poprawia się tylko minimalnie. Wychodząc ze szpitala w poniedziałek mam już informację, że to na pewno SM.
W poniedziałek 31 lipca w pomieszczeniach widzę już całkiem nieźle, mogę też korzystać z tabletu, chwilę poczytać itd. Jednak gdy wychodzę na zewnątrz to już jest okropnie, nadal widzę podwójnie itd. Wszelkie obiekty, które się poruszają są podwójne, kręci mi się w głowie itd. Oczywiście zdążyłem już poczytać m.in. to forum i dowiedziałem się, że wzrok długo potrafi wracać do normy.
Od 1 lipca do dziś 14 sierpnia jest już duża poprawa. Dziś jest pierwszy dzień kiedy już nie połykam Metryped'u. Nadal nie widzę jakoś rewelacyjnie i dobrze, ale jest duża poprawa. Zacząłem jeździć nawet na rowerze, ale nie jest jeszcze tak dobrze abym mógł prowadzić auto. Najgorzej jest popołudniami. Nadal jest tak, że w mieszkaniu widzę bardzo dobrze, mogę oglądać tv czy też czytać i jest ok. Jednak na zewnątrz nadal nie jest jak przed atakiem. Mam jeszcze dwa tygodnie zwolnienia lekarskiego i mam nadzieję, że do tego czasu minie mi całkowicie, bo trzeba wrócić do pracy.

