11-04-2026, 16:13
Dzień dobry , jestem tu nowa , trochę w trakcie diagnozy trochę już chyba nie. Zaraz napisze dlaczego . 2 lata temu w listopadzie zauważyłam u siebie powiększona źrenice , poszłam do okulisty, nic nie stwierdził ale po zakropieniu oczu zdretwiala mi połowa twarzy - wzięli mnie na sor, zrobili badania , wysłali na rezonans który nic nie wykazał. Sprawa zakończona .w ubiegłym roku w sierpniu bardzo źle się poczułam kręciło mi się w głowie , dretwiala mi reka, rodzinny mnie olał ,potem znów zdretwiala mi buzia z jednej strony (dodam że to wszystko było w silnym stresie ) poszłam do neurologa dał mi skierowanie na MRI i wtedy wyszły dwie zmiany demielinizacyjne do dalszej diagnostyki . Neurolog wysal mnie na pobór pmr ( w między czasie Iny neurolog na oddziale porównał płytki i stwierdził że zmiany były już tamtym razem tyle że nie opisane ) płyn czysty , prążków nie ma , łańcuchy kappa też w normie.nneurolog powiedział że to nie SM. Za 4 miesiące powtórzyłam rezonans już z kontrastem- tyle samo zmian - dwie nieaktywne , ale jakby się powiększyły , zmian w rdzeniu i móżdżku nie ma . Konsultacja u neurologa - nie zwrócił uwagi na wielkość zmian tylko że ilość się nie powiększyła i że nie są aktywne . Do wielkości się nie odniósł . Powiedział że na 90 %nie SM. Nie zlecił kolejnego rezonansu nie zlecił . I zostalam sobie sama z moimi dolegliwościami . Czy mam się czym martwić ? Dodam że to był neurolog z poradni leczenia SM , a opis rezonansu brzmiał : jak poprzednio dwie zmiany demielinizacyjne - tu wielkość ) zmian w ilości nie uwidoczniono . To co to znaczy że te zmiany wogole się nie zmieniły wg radiologa ? Bo słyszałam że jeśli by się powiększyły to musiałby napisać że progresja zmian. Neurolog to olał poprostu. Martwić się ? Bo popadam w paranoję

